Zaczyna robić się trochę nudno. Od noworocznej chwili zapomnienia rynek utknął w trendzie bocznym, który coraz mniejszym zakresem wahań rysuje na wykresie trójkąt symetryczny. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że to najmniej przyjemny z rynkowych etapów trendu... lub jego odwracania. Wczoraj na przykład, gdyby nie poranna aktywność arbitrażystów, zmienność ograniczyłaby się do kilku punków.

Większość nie może doczekać się wybicia z trójkąta i już naprawdę obojętne, w którą ono będzie stronę. Wyjątkowo nudne sesje na początku tego tygodnia paradoksalnie podpowiadają, że gwałtowniejszy ruch możliwy jest już nawet dzisiaj. Wybicie z takich formacji bardzo często poprzedza bowiem zwątpienie inwestorów w jakikolwiek trend, oraz spadek aktywności. Następnym etapem jest wyraźne wybicie, które uruchamia lawinę zleceń od znudzonych day-traderów, mocno podnosi emocje i obroty, a tym samym uwiarygodnia sam ruch. I na taką właśnie "jazdę" teraz czekamy.

Warto także zauważyć na wykresie, że wybicie poza obszar rysowanego niemal od początku stycznia trójkąta napędzane będzie także kilkoma innymi argumentami. Wyjście dołem to także przełamanie linii trendu z listopadowego dołka. Akurat tutaj analogicznie jak na indeksie, bo co do samej formacji, to na WIG20 prędzej należy mówić o diamencie. Z kolei po wybiciu górą zostają ułamki procenta do historycznego szczytu na WIG, oraz gładkiego pokonania jakże silnego oporu na wrześniowych szczytach zarówno kontraktów, jak i WIG20. Ja po cichu sprzyjam niedźwiedziom, ale na giełdzie absolutnie nie chodzi o to żeby mieć rację, ale o to żeby zarabiać, dlatego niezależnie od swojego poglądu na rynek pozycje należy otwierać zgodnie z kierunkiem wybicia (na znacznie większym obrocie!) z wyrysowanego trójkąta.