Reklama

Mniej deficytu, więcej pracy

Obniżenie deficytu budżetowego o połowę w ciągu najbliższych pięciu lat oraz zwiększenie liczby miejsc pracy - to główne gospodarcze obietnice prezydenta USA George?a W. Busha, przedstawione w orędziu o stanie państwa.

Publikacja: 22.01.2004 08:34

Mimo że największa część przemówienia poświęcona była obronie wojny w Iraku i kontynuacji walki z terroryzmem, Bush nie ukrywał satysfakcji z ostatnich osiągnięc gospodarki USA, przypominając o wzroście PKB o 8,2% w trzecim kwartale ub.r.

Prezydent obiecał zmniejszenie federalnych wydatków budżetowych o 4%, ale jednocześnie zgłosił kilka projektów uruchomienia nowych programów rządowych i wezwał Kongres do nadania ubiegłorocznym cięciom podatkowym permanentnego charakteru. "Amerykanie robią lepszy pożytek z tych pieniędzy niż rząd i mieliście rację, że zwróciliście im pieniądze" - mówił do połączonych izb Kongresu prezydent, przypominając o obniżkach podatków z lat 2001-2003. Zaproponował także kolejne ulgi dla osób odkładających pieniądze na pokrycie wydatków medycznych. Krytycy komentując propozycje podatkowe Busha, zwracali uwagę, że może mieć on kłopot z dotrzymaniem obietnicy zmniejszenia deficytu.

Bush wrócił do starej propozycji prywatyzacji części programu emerytalnego Social Security. Ma on umożliwić młodszym Amerykanom odkładanie części składek na ubezpieczenie społeczne na indywidualnych kontach.

Prezydent wielokrotnie wracał do problemu tworzenia nowych miejsc pracy. Problem ten może stać się jednym z głównych motywów tegorocznej kampanii wyborczej. Ogłoszony przez Busha program Jobs for the 21st Century przewiduje zwiększenie puli na stypendia dla najlepszych studentów, utworzenie funduszy, które wiązałyby pracodawców z college?ami przygotowującymi pracowników w najbardziej poszukiwanych zawodach oraz subwencje na przekwalifikowanie pracowników.

Prezydent powtórzył także propozycję imigracyjną budzącą w USA wiele kontrowersji - wprowadzenia nowej kategorii tymczasowych wiz pracowniczych, z których mogliby skorzystać nielegalni imigranci. "Skorzysta na tym cała gospodarka" - zapewniał prezydent.

Reklama
Reklama

Bush wyraźnie przygotowuje się do kolejnej kadencji w Białym Domu. Tak też zostało odebrane przemówienie przez jego politycznych przeciwników, którzy dużo rzadziej od republikanów nagradzali orędzie oklaskami. "Siły gospodarki nie mierzy się cyframi w korporacyjnych raportach, ale liczbą miejsc pracy" - replikował po przemówieniu prezydenta Tom Daschle, przywódca demokratycznej mniejszości w Senacie. Demokraci bezlitośnie przypomnieli Bushowi, że w grudniu ub.r. zatrudnienie w USA zwiększyło się tylko o tysiąc osób, a liczba pracujących jest o 2,4 miliona mniejsza niż w momencie recesji.

Na Wall Street przyjęto gospodarcze obietnice Busha z życzliwym dystansem. Część deklaracji odebrano jako element politycznej kampanii. Ekonomiści przypomnieli, że trudno będzie o dokonanie budżetowego cudu. Kilka niezależnych prognoz (m.in. Center on Budget and Policy Priorities, Brookings Institution, Decision Economics oraz Goldman Sachs) mówi wyraźnie, że przy obniżonych podatkach prezydentowi nie uda się ograniczyć deficytu budżetowego, jeśli będą rosły wydatki na bezpieczeństwo, a inne programy rządowe nie zostaną znacznie ograniczone.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama