W 2003 r. w segmencie ubezpieczeń na życie mieliśmy do czynienia ze skokowym wzrostem przychodów z indywidualnych polis na życie i dożycie (kapitałowych) oraz z funduszem inwestycyjnym. Dotyczy to głównie produktów ze składką jednorazową (całą składkę wpłaca się za jednym razem). Z danych Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych wynika, że na koniec września ub.r. przypis składki z tego rodzaju polis wzrósł o 622 mln zł. Można więc szacować, że jeśli dynamika się utrzyma, to w całym 2003 roku ubezpieczyciele zbiorą dodatkowo 0,8-1 mld zł.
Inwestycyjna alternatywa
Według nadzoru, przychody z ubezpieczeń na życie z funduszem inwestycyjnym o składce jednorazowej wzrosły po trzech kwartałach ub.r. o 239 mln zł (152%) w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Ten swoisty renesans ubezpieczyciele zawdzięczają produktom z minimalną częścią ochronną, w których większość składki jest inwestowana nierzadko w kilka funduszy. Liderem w tym segmencie jest Nationwide TUnŻ, którego przypis po trzech kwartałach wyniósł blisko 95 mln zł. - To naturalne zjawisko. Klienci przenoszą środki z lokat do funduszy inwestycyjnych, gdyż te z reguły oferują dużo większe stopy zwrotu. Szacujemy, że w ciągu dziesięciu lat transfer wyniesie około 100 mld zł. Naszym celem jest przejęcie 1-2% tych aktywów, czyli 1-2 mld zł - powiedział nam Michał Biedzki, prezes Nationwide TunŻ. Według niego, w ub.r. firma zebrała 193 mln zł. W tym planuje przychody na poziomie 240-300 mln zł.
Dla porównania wpływy z produktów ze składką regularną (np. miesięczną) w skali całego rynku zwiększyły się o niecały 1 mln zł! Dlaczego? To ewidentny wpływ tzw. zjawiska złej sprzedaży, czyli wprowadzenia w błąd klientów co do konstrukcji tych produktów przez agentów firm ubezpieczeniowych. Efekt? Rozczarowani klienci, próbując ratować oszczędności, masowo rezygnowali z tych polis. Teraz wcale nie zamierzają wracać.
Przyszli za to inni, z dużo większymi pieniędzmi. Zmieniły się też produkty.