Ostatnio inwestorzy dużą wagę przywiązują do informacji napływających ze świata polityki. Jest to o tyle ciekawe, że dotychczas ta sfera życia publicznego miała co najwyżej średnie znaczenie dla notowań na parkiecie. Już każdy zdążył się przyzwyczaić, że "polityka sobie, a gospodarka sobie". Wpływ polityków ograniczał się głównie do oceny polityki monetarnej i czasem zabawnych w tym kontekście wypowiedzi. Obecnie ich znaczenie istotnie wzrosło za sprawą prób ratowania finansów publicznych. Inwestorzy śledzą więc z uwagą napływające informacje o kolejnych targach koalicji z innymi ugrupowaniami. Targi te miały wpłynąć na rynek mobilizująco.

Stało się inaczej. Otwarcie notowań było optymistyczne, za sprawą dobrej poniedziałkowej sesji w USA. Mówiono nawet o możliwości ataku na szczyty. Popyt okazał się jednak znacznie słabszy. Na kasowym uwagę zwracały jedynie wymiany na akacjach Pekao. Reszta rynku była znacznie mniej aktywna. Indeks przez całą sesję wahał się w dość wąskim przedziale, co nie pozwoliło na poważniejsze ataki na rynku terminowym. Ceny powoli się osuwały. W połowie sesji spadły pod poziom poniedziałkowego zamknięcia. Popytu, który miał przyczynić się do ataku na szczyty, nie było widać. Na rynku pojawiło się rozczarowanie, które znalazło swoje odzwierciedlenie w zakończeniu notowań na minimum sesji.

Wczorajsza sesja stawia pod dużym znakiem zapytaniem możliwość rychłego wybicia w górę. Należy przyjąć, że nadal jesteśmy w granicach trójkąta. Konsolidacja w ramach tej formacji trwa już jednak zbyt długo, by uważać rynek za mocny i oczekiwać szybkich wzrostów. Gdyby tak było, to wybicie już byłoby historią. Zwłaszcza, że było kilka dogodnych okazji, by tego dokonać. To rodzi obawy, czy wczorajsza słaba końcówka sesji nie przerodzi się w coś większego.