Wczorajsza sesja była dopełnieniem spadku z poprzednich notowań. Czego brakowało tej zniżce? Była ona wynikiem wybicia się cen z wielodniowej konsolidacji, ale nie widać było zmasowanej ucieczki posiadaczy długich pozycji. Liczba otwartych pozycji w środę nie uległa znacznej zmianie. Było to zaskakujące, zważywszy że sygnał do spadku był bardzo wyraźny. Ogólnie wybicie z konsolidacji uważa się za jeden z bardziej wiarygodnych sygnałów.
Popyt liczył na pułapkę? Trudno rozstrzygać. Trzeba mieć też na uwadze fakt, że obserwację zmiany LOP burzy działalność arbitrażu, który ostatnio wykazuje się dużą aktywnością. Po wczorajszych notowaniach można dojść do wniosku, że środowy spadek się "uprawomocnił". To nie jest jednak pułapka, po której ceny błyskawicznie wrócą w okolice konsolidacji.
Już początek notowań zapowiadał ciekawą sesję, Zaczęliśmy od spadku o 23 pkt. Ogromne rozmiary luki sprawiły, że do akcji szybko przystąpili gracze chcący złapać dołek. Ceny zjechały jeszcze nieznacznie, ale reszta sesji to już powolny wzrost i powolne zamykanie luki. Zwyżkę należało traktować jako korektę środowego spadku. Do sygnałów, które podważałyby dominację niedźwiedzi, było bardzo daleko. Tuż po 15.00 bykom udało się nawet wyjść ponad poziom minimum środowego spadku, ale na krótko i jedynie na 3 pkt.
Końcówka sesji to ponowny atak podaży. Na rynku kontraktów zaczęto zamykać długie pozycje. Dynamicznie z cenami spadała liczba otwartych pozycji. W ciągu całej sesji z rynku uciekło ponad 4 tys. sztuk. Ucieczka byków oraz płytka korekta wskazują, że spadek się jeszcze nie skończył. Wydaje się, że dojście do jego minimalnego zasięgu (1580 pkt), wyznaczonego przez wysokość trójkąta, z którego się wybiliśmy, jest całkiem realne. Dopiero tu popyt może znaleźć siły na większą korektę.