Wczorajsze notowania na giełdach nowojorskich rozpoczęły się od umiarkowanych wzrostów. Inwestorzy starali się zapomnieć o środowym komunikacie wydanym po posiedzeniu Fed. Zabrakło w nim dobrze znanego stanowiska, że będzie utrzymywał stopy procentowe na niskim poziomie przez "dłuższy czas". Odebrano to jako jednoznaczną zapowiedź podwyżek stóp procentowych w 2004 r. (najwcześniej w czerwcu). Reakcja rynku mogła być więc tylko jedna - spadek. I rzeczywiście tak się stało.
Środowa przecena znacznie przybliża amerykański rynek do większej korekty. Jej zasięg określają poziomy, które oddzielają rynek byka od rynku niedźwiedzia. W przypadku Średniej Przemysłowej i indeksu S&P500 strefę tę wyznaczają średnie kroczące z 50 i 100 sesji oraz linie hossy. Są to odpowiednio 9,9-10,25 tys. pkt i 1060-1090 pkt. Z uwagi na dotychczasową siłę trendu wzrostowego należy zakładać, że wsparcia te ocaleją i oba indeksy przynajmniej na krótko wrócą w pobliże ostatnich maksimów.
Niemniej jednak należy również być przygotowanym na ewentualność wygenerowania sygnałów sprzedaży. Po zakończeniu sezonu wyników, w sytuacji gdy hossa trwa już ponad dziesięć miesięcy, a w połowie roku istnieje poważne zagrożenie podniesieniem stóp procentowych, pokusa do realizacji zysków będzie bardzo duża. Gdyby jeszcze nałożyły się na to gorsze dane makro, to niedźwiedzie prawdopodobnie na dłużej zagoszczą na Wall Street.
Jak co tydzień, Departament Pracy USA podał w czwartek dane o liczbie osób ubiegających się po raz pierwszy o zasiłek dla bezrobotnych. W ubiegłym tygodniu spadła ona do 342 tys., co odpowiadało rynkowym prognozom. Stąd też dane te w żaden sposób nie wpłynęły na decyzje inwestorów. Być może taki impuls da dzisiejsza publikacja wstępnych danych o PKB w IV kwartale. Rynkowe oczekiwania oscylują wokół 5% (wobec wzrostu o 8,2% w III kwartale). Można też spotkać głosy, że wzrost ten sięgnie nawet 6%. Gdyby gospodarka rozwijała się w takim tempie, to inwestorzy na moment zapomnieliby o zagrożeniu podwyżką stóp procentowych i kupowali akcje.