Czytając gazety i oglądając TV trudno uniknąć wrażenia, że realizacja "planu Hausnera" to zadanie dla Polski najważniejsze. Osobliwie "Gazeta Wyborcza" wytwarza emocje, które mogą wkrótce skłonić kogoś do zawołania: "Hausner albo śmierć". Tylko roszczeniowo nastawieni związkowcy i garstka różnej maści populistów przeszkadza w wielkim dziele naprawy obmyślonym przez wicepremiera. Nie wypada się do krytyki dołączać nikomu, kto szanuje reguły politycznej i ekonomicznej poprawności - chyba że krytyka miałaby wykazać, że Hausner nie dość radykalnie ogranicza socjalne uprawnienia. W tym zakresie można liczyć na posłankę Gilowską.
Pełen obaw, chcę jednak bronić twierdzenia, że "plan" nie jest intelektualnym wyczynem ani projektem polityki na miarę wyzwań, przed którymi rzeczywiście stajemy. Oczywiście, zawiera sugestie rozsądne (jak np. wydłużanie i zrównywanie wieku emerytalnego). Absurdem byłoby też polemizować z głównym celem proponowanej polityki - ograniczeniem deficytu budżetowego. Tu jednak trzeba się zadumać. Przecież obecny rząd co najmniej rok wcześniej ogłosił, że skutki szkodnictwa ekipy Buzka naprawił i dziurę budżetową starannie zatkał. Tymczasem znowu coś trzeba w finansach naprawiać, i to mimo że - jak zauważa premier Miller - "gospodarka rozwija się ponadtrzykrotnie szybciej".
Niestety, jest co naprawiać. Osłabienie wzrostu od 1999 r. przyniosło problemy z budżetem, ale poprzednikom Husnera (M. Belce i G. Kołodce) naprawić niewiele się udało. Doraźnie obcięli niektóre wydatki, jednak zmuszeni byli tolerować bardzo wysoki deficyt. Potem zapadła definitywna decyzja o akcesji do UE, co budżet musi ekstra kosztować 20-25 mld zł rocznie. Hausner obniżył ponadto podatki przedsiębiorcom. No i nie ma rady, wydatki trzeba ostro ciąć.
"Plan Hausnera" jest, niestety, pozbawiony realizmu w wymiarach społecznych, a jednocześnie jest bojaźliwy politycznie. Przewiduje się kilka zmian bardzo przykrych dla zwykłych ludzi: wyższy podatek VAT, wzrost obciążeń CIT, weryfikację rent, niekorzystną dla emerytów zmianę reguł waloryzacji, likwidację zasiłków przedemerytalnych, wydłużenie wieku emerytalnego (ale za 10 lat). Wkrótce dojdzie pewnie jakaś odpłatność za usługi ochrony zdrowia. Napięcie społeczne będzie z tego poważne, ale oszczędności znacznie mniejsze niż się zakłada. Podejrzewam np., że koszty weryfikacji rent mogą być wyższe od oszczędności, jakie to przyniesie przez kilka lat (duża część zweryfikowanych musi przecież dostać jakieś zasiłki). Niewiele lepiej może być ze skutkami likwidacji zasiłków przedemerytalnych (dodatkowo będzie to hamować procesy restrukturyzacji zatrudnienia).
Związkowcy mają rację - uderzenie w pracowników i emerytów jest poważne, a jednocześnie Hausner... obniża podatki najbogatszym. Jeżeli - co prawie pewne - równolegle nie nastąpi istotne obniżenie bezrobocia, to powstanie mieszanka naprawdę wybuchowa. Lepper przekroczy 20% poparcia i bez Samoobrony przyszłego rządu utworzyć się nie da. Jednak trzeba zakładać, że ludzie popędzą do banków tego samego dnia, kiedy się o tym dowiedzą. W demokracji jest granica igrania z interesami dużych grup społecznych. Hausner wydaje się o tym zapominać albo jego wyobraźnia zniewolona jest przez interesy bezpośredniego politycznego zaplecza jego partii.