Reklama

Jak Kuba Bogu...

Publikacja: 30.01.2004 08:57

Ciężko jest być znanym człowiekiem. Nie wiadomo bowiem dlaczego, ale ludzie mają zwyczaj zapisywać i zachowywać we wdzięcznej pamięci wypowiedzi tegoż człowieka. Jeszcze pół biedy z aktorami czy piosenkarkami. W końcu co sezon pojawiają się nowe, znane postacie na tym rynku - i nowe wypowiedzi wypierają stare. Poza tym, ci ludzie często zmieniają zdanie. Przed premierą filmu mówią o najlepszej roli, potem, po klapie okazuję się, że grali źle, bo reżyser ich źle prowadził. Jednak o wiele gorzej ma mąż stanu. Ci - jak wiadomo - w pamięć zapadają głębiej. I słowa zapamiętuje się dokładniej.

Można się sprzeczać, czy Leszek Miller jest mężem stanu. Ale z grubsza można go do tej kategorii zaliczyć - bo a) jest mężem, b) jego wypowiedzi się zapamiętuje. Wystarczy zapytać byle przechodnia o to, co definiuje prawdziwego mężczyznę (to, jak kończy, a nie jak zaczyna), by uzyskać właściwą odpowiedź. Inna sprawa, że premier robi co może, aby doszlusować do kategorii aktorów i piosenkarek. A to rzuci, że nie będzie już wymieniał ministrów, a potem zmienia zdanie. A to obieca, że zrobi przedterminowe wybory, a potem uściśli, co oznacza słowo "przedterminowe". Szkoda to wielka, bo czasem premier mówi rzeczy ważkie i płynące z jego osobistych doświadczeń.

Ot, choćby podczas wydarzenia medialnego pod tytułem "Rząd przyjmuje plan Hausnera" Leszek Miller odpowiadał na pytanie, co będzie, gdy opozycja nie poda ręki rządowi i program oszczędności odrzuci.

- Wtedy za 2-3 lata będzie gorzej - i w państwie, i w każdej polskiej rodzinie - mówił głęboko zafrasowany premier. - I wtedy nowy rząd powie - szkoda, że nie poparliśmy planu oszczędności. Szkoda, że nie poparliśmy wtedy rządu Millera.

Jak ktoś myśli, że to szopka i zwykłe gadanie polityka, który stara się przetrwać jeszcze parę miesięcy, to się myli. Mniej więcej dwa i pół roku temu o to samo, czyli pomoc w naprawie finansów publicznych, apelował do posłów opozycji Jerzy Buzek, ówczesny premier. Co usłyszał?

Reklama
Reklama

- Jest mało prawdopodobne, by specjaliści SLD włączyli się w konsultację na temat projektu przyszłorocznego budżetu. Nawet rząd twierdzi, że to musi być podział na opozycję i na rządzących, bo inaczej odpowiedzialność się rozmywa. Ja się z tym zgadzam - mówił przewodniczący SLD Leszek Miller.

Jak widać, obecnie premier Leszek Miller musi odczuwać żal, że wtedy, owe dwa-trzy lata temu, nie poparł rządu Buzka. Dlatego wie, co mówi.

Obawiam się jednak, że inni dopiero będą się chcieli o tym przekonać na własnej skórze.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama