12 stycznia rynki obiegła wiadomość, że Adecco wykryło nieprawidłowości księgowe w amerykańskim oddziale. Spółkę od razu zaczęto porównywać z włoskim koncernem spożywczym Parmalat, który podobną informację ujawnił kilka tygodni wcześniej i później ogłosił bankructwo. Akcje szwajcarskiej firmy staniały od tej pory o ok. 30%. Z posady zrezygnował dyrektor finansowy jednostki zza Atlantyku, a w ślad za nim podążył dyrektor generalny tego oddziału. Atmosferę niepewności spotęgował fakt, że firma nie chciała ujawnić szczegółów afery, powołując się na zalecenia amerykańskich prawników. Wszczęto jednak wewnętrzne śledztwo.
- Dochodzenie jest na wstępnym etapie i na razie nie ma żadnych sygnałów, że błędy księgowe były duże - poinformował w piątek rzecznik szwajcarskiej firmy Francois Vassard. Dodał, że znaleziono tylko drobne nieprawidłowości w poszczególnych oddziałach w niektórych krajach. Informacja ta pobudziła silny wzrost notowań spółki. Akcje Adecco w połowie sesji na giełdzie w Zurychu zdrożały aż o 16%. Jednak niektórzy inwestorzy nie są do końca usatysfakcjonowani komunikatem. - Owszem informacja ta uspokoiła nas. Ale brakuje w niej jednego. Skoro szkody wyrządzone przez błędy księgowe były "drobne", chciałbym się dowiedzieć, ile spółka straciła finansowo - powiedział agencji Bloomberga Dieter Buchholz z funduszu BNP Paribas Private Bank, który w portfelu ma m.in. akcje Adecco.
W piątek Adecco powołało również nowego dyrektora generalnego amerykańskiego oddziału, którym został Ray Roe. To kolejne posunięcie, które ma przywrócić zaufanie do firmy. Zarząd poinformował także, że wyniki finansowe są dobre i ten rok powinien być dla spółki lepszy od poprzedniego. Nie podał jednak konkretnych liczb. Wiadomo, że na koniec 2003 r. zadłużenie netto Adecco wynosiło 900 mln euro i było niższe niż rok wcześniej.
Szwajcarska firma planowała publikację wyników finansowych na najbliższą środę. Ale ze względu na wewnętrzną kontrolę księgową prawdopodobnie ją opóźni.