Styczeń skończył się dość dramatycznie - po kilku nieudanych próbach przekroczenia przez WIG20 1700 punktów, inwestorom puściły nerwy. W środę indeks największych spółek spadł ponad 3%, co jest największą jednosesyjną stratą od września zeszłego roku. Trend krótkoterminowy zmienił się na spadkowy.
Rynek największych spółek już po raz trzeci w ostatnich miesiącach nie jest w stanie pokonać 1700 punktów. Za pierwszym razem WIG20 stracił ok. 14%, za drugim 16%. To nie nastraja optymistycznie na najbliższe tygodnie.
Średniaki i mikrusy w cenie
Niezbyt ciekawe perspektywy nie zmieniają faktu, że styczeń był dla posiadaczy akcji generalnie udany. Mimo załamania pod koniec miesiąca WIG20 zyskał 3,7%. Rekordy biły wskaźniki, których wartość zależy od kursów średnich i mniejszych firm. WIRR wzrósł ponad 14,2%. Osiągnięte na sesji w ostatni poniedziałek 3230,1 pkt to najwyższa wartość od kwietnia 1998 roku. Zwyżka MIDWIG również przekroczyła 10% - śrubowanie rekordu wszech czasów indeks kojarzony ze średnimi spółkami zakończył na 1452,5 pkt.
Być może po raz pierwszy w historii mieliśmy na GPW efekt stycznia w klasycznej postaci. Jak dowiodły badania przeprowadzone na rozwiniętych rynkach, termin ten oznacza nie tylko wzrost kursów. Efekt stycznia zakłada także, że najmocniej rosną notowania firm spoza głównego nurtu notowań. Tymczasem w kilku poprzednich latach inwestorzy skupiali się z reguły na największych przedsiębiorstwach z warszawskiej GPW.