Największa na świecie instytucja finansowa Citigroup odnotowała w ub.r. zaledwie 2,8-proc. wzrost przychodów z tych najwyżej opłacanych projektów bankowości inwestycyjnej. Wyniosły one 2,38 mld USD. Citigroup i J.P. Morgan Chase & Co. zburzyły hierarchię na Wall Street w cztery lata po zniesieniu ustawy Glassa-Steagalla z 1933 r., zabraniającej bankom komercyjnym gwarantowania emisji akcji i obligacji. Unieważnienie tego przepisu zbiegło się z giełdową i ogólną dekoniunkturą. I w rezultacie w 2002 r. te dwa czołowe banki komercyjne zgarnęły większość wpływów za usługi inwestycyjne.
Przesądziła o tym ich olbrzymia potęga kredytowa, umożliwiająca stosowanie łagodniejszych kryteriów i niższego oprocentowania. Prezesi spółek odwdzięczali się za to, zlecając tym właśnie bankom przeprowadzenie najbardziej lukratywnych projektów inwestycyjnych.
Sytuacja gospodarcza w USA w ub.r. poprawiła się już jednak na tyle, że dostęp do źródeł finansowania nie był tak trudny jak rok wcześniej. Szefowie przedsiębiorstw przy wyborze prowadzących emisje lub doradzających przy fuzjach znowu zaczęli kierować się przede wszystkim ich kwalifikacjami i doświadczeniem. Pod tym względem "stare" banki inwestycyjne nie mają sobie równych. Coraz większe znaczenie przy tych wyborach znowu zaczęły odgrywać dobre stosunki banków inwestycyjnych z ich klientami, a do tego Henry Paulson, prezes Goldman Sachs Group, zawsze przykładał wielką wagę.