Projekt budżetu przesłany w poniedziałek na Kapitol przewiduje wydatki państwa w wysokości 2,4 bln USD, przy przychodach na poziomie 2,04 bln USD. Kryzys budżetowy odbije się bez wątpienia na tegorocznej kampanii wyborczej, zwłaszcza przy sporach o kwestie gospodarcze.

Demokraci już teraz nie zostawiają na projekcie suchej nitki, twierdząc, że rzeczywisty poziom wydatków będzie jeszcze wyższy, a dziura do zapełnienia przez sprzedaż obligacji osiągnie gigantyczne rozmiary.

Według prezydenta Busha, w roku finansowym 2005 (rozpoczynającym się w USA 1 października) wydatki na obronę mają się zwiększyć o 7%, a budżet Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego - o 10%. Sumy te nie obejmują jednak kosztów utrzymania amerykańskich wojsk w Iraku i Afganistanie. FBI, które przejęło na siebie walkę z terroryzmem w USA, ma otrzymać aż o 11% więcej niż w roku bieżącym. Wydatki nieobowiązkowe państwa mają wzrosnąć o 4%, mimo kilku projektów cięć wydatków w poszczególnych agencjach rządowych.

Zatwierdzony na trzy lata plan obniżki podatków dochodowych, przeforsowany przez Busha w ubiegłym roku, ma zostać zatwierdzony na stałe. Koszt tej operacji w ciągu najbliższych lat ma wynieść 1,2 bln USD i demokraci otwarcie krytykują republikańskiego prezydenta za fiskalną nieodpowiedzialność.

Ubiegłoroczny deficyt budżetowy zamknął się rekordową sumą 374 mld USD. Prezydent przewiduje obniżenie deficytu budżetowego o połowę w ciągu najbliższych pięciu lat - do 237 mld USD w 2009 r. Nawet jednak ta suma jest porównywalna z najwyższymi rocznymi deficytami notowanymi przez budżet USA w połowie lat 90.