W 1999 r. prezes Volvo Leif Johansson przygotowywał przejęcie Scanii za 6,9 mld USD. Obie spółki zaczęły już nawet wspólnie projektować silniki, co w przyszłości miało im dać korzyści w postaci zmniejszenia kosztów. Jednak rok później Komisja Europejska zablokowała tę transakcję. Opóźniło to wprowadzenie do eksploatacji przez Volvo jego największego i najbardziej opłacalnego 16-litrowego silnika oraz, przy ogólnej dekoniunkturze, przyczyniło się do dwuletniego okresu spadku zysków i strat Volvo. Co więcej, już wtedy Komisja nakazała Volvo pozbycie się akcji Scanii, w której ma 45,5% udziałów, co daje mu 30,6% głosów. Teraz więc prezes Johansson przygotowuje się do wyjścia z papierów Scanii.
Prawdopodobnie będzie chciał je sprzedać grupie kupujących, wśród których wymienia się należącą do rodziny Wallenbergów firmę Investor. Część akcji może też być skierowana na rynek. Investor ma obecnie 15,3% głosów na walnym Scanii, a jego prezes Marcus Wallenberg powiedział niedawno, że firma jest otwarta na rozmowy, ale ich rezultat zależy od Volvo.
Z niedawnych transakcji Investora wynika jednak, że zapewne nie będzie on chciał kupić całego obecnego udziału Volvo. Gdy Komisja Europejska uniemożliwiła fuzję szwedzkich spółek, Investor sprzedał za 13,8 mld koron 37,4 mln akcji Scanii Volkswagenowi, by zapewnić Scanii branżowego partnera. Poza tym, gdyby Investor odkupił cały pakiet należący teraz do Volvo, to stałby się największym udziałowcem Scanii.
Volvo kupowało akcje Scanii średnio po 264 korony. Wczoraj wyceniano je na sztokholmskiej giełdzie po 232 korony. Ale od początku roku ich kurs wzrósł o 14%. Prezes Jahansson będzie chciał więc zapewne poczekać, aż jeszcze trochę zdrożeją, by nie musieć odpisywać strat z tej inwestycji.