Najwyższa Izba Kontroli zbadała działalność Ministerstwa Infrastruktury i Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad od roku 2000 do końca I kwartału 2003 r. Kontrola dotyczyła tego, jak idzie tym instytucjom budowa autostrad. Wnioski NIK są druzgocące.
Nie umieją przygotować
Zdaniem kontrolerów Izby, instytucje te nie były w stanie dobrze się przygotować do budowy. Nieprawidłowości pojawiały się już na etapie wyboru firm, które miały doradzać obu instytucjom. Tylko w jednym przypadku na dziesięć doradca został wybrany w przetargu. W pozostałych - zamówienia szły z tzw. wolnej ręki. Efekt - zamówienia zostały zdominowane prze dwie firmy: HDR oraz PricewaterhouseCoopers. Ekspertyzy były drogie. Inna sprawa, że firmy doradcze wykonywały swoją robotę bardzo sprawnie - w jednym przypadku raport został oddany już w dniu podpisania umowy, w innym - w zaledwie 11 dni od podpisania zlecenia.
- Z tymi firmami współpracowali moi poprzednicy już od 1997 roku - powiedział wicepremier Marek Pol na specjalnej konferencji, poświęconej wnioskom płynącym z raportu NIK.
O tym, że urzędnicy mają problemy z przygotowaniem inwestycji, świadczy np. to, że po 2002 roku zostało blisko 300 mln zł, które miały zasilić budowę autostrad. To blisko 30% kwoty zaplanowanej na budowę tych dróg na cały rok. Powody? NIK wskazała dwa - budowy były zaczynane za późno lub urzędnicy nie byli w stanie się dogadać z instytucjami finansowymi (fundusz ISPA czy Europejski Bank Inwestycyjny), które wyłożyły część pieniędzy na polską infrastrukturę. A nie mogli się dogadać, bo za mało osób w GDDKiA zna angielski.