Porozumienie ogłoszone wczoraj przez obie strony zakłada zwrócenie Jukosowi 3 mld USD oraz 26% własnych akcji, którymi rosyjski koncern zapłacił 3 października za 92% walorów Sibnieftu. Te wrócą do poprzednich właścicieli, wśród których najważniejszym jest miliarder Roman Abramowicz (w ostatnich miesiącach głośno jest o nim przede wszystkim z powodu zakupu londyńskiego klubu piłkarskiego Chelsea). "Dziś reprezentanci największych udziałowców obu firm podpisali protokół, w którym zobowiązują się do rozwiązania nieudanej fuzji" - napisała w komunikacie firma Millhouse Capital, depozytariusz akcji Sibnieftu,
Jako oficjalny powód odwołania połączenia obie strony podały przecenę akcji Jukosu w II połowie ub.r., wskutek czego fuzja stała się nieopłacalna dla udziałowców obu firm. Na rynku mówi się jednak o innych powodach. W połowie 2003 r. w Jukosie rozpoczęło się śledztwo. Władze oskarżyły spółkę o manipulacje podatkowe, choć większość obserwatorów nie miała wątpliwości, że chodziło o porachunki Kremla z właścicielem Jukosu Michaiłem Chodorkowskim (wspierającym przed grudniowymi wyborami opozycyjne partie polityczne). Najbogatszy Rosjanin przebywa od października w więzieniu, a listami gończymi ścigani są inni członkowie ścisłego kierownictwa koncernu naftowego. Najprawdopodobniej więc akcjonariusze Sibnieftu wystraszyli się, że nowa spółka również "podpadnie" wymiarowi sprawiedliwości.
Informacja o definitywnej rezygnacji z fuzji odbiła się pozytywnie na notowaniach obu rosyjskich koncernów. Akcje Sibnieftu zdrożały na początku wtorkowej sesji w Moskwie prawie o 4%. O 1,3% wzrósł w tym czasie kurs walorów Jukosu.