Reklama

Zależy nam na oszczędzaniu długoterminowym

Z Andrzejem Raczko, ministrem finansów, rozmawia Marek Siudaj

Publikacja: 04.02.2004 08:39

Mamy szybszy wzrost gospodarczy. Jednak nadal nie widać ani wzrostu inwestycji, ani wzrostu zatrudnienia. Kiedy, Pana zdaniem, sytuacja w tych dziedzinach się poprawi?

Już w IV kwartale było widać bardzo wyraźne symptomy odbicia w inwestycjach. To jest jeden z powodów, dla którego uważam, że bardzo wysokie tempo wzrostu inwestycji, które zaproponowaliśmy w budżecie na 2004 rok, jest możliwe do osiągnięcia. Inną przyczyną jest fakt, że wcześniej mieliśmy głęboki spadek. Więc tak naprawdę zaplanowany przez nas w budżecie wzrost w cenach nominalnych oznacza po prostu powrót do stanu sprzed spowolnienia gospodarczego. Do inwestowania będzie zmuszać także zamykająca się luka popytowa. Wkrótce będzie widać, że brakuje już zdolności wytwórczych. Poza tym - do inwestowania skłania względnie wysoki kurs euro do złotego. W rezultacie, braku zdolności produkcyjnych nie da się zastąpić importem, bo towary przywożone z zagranicy będą względnie drogie. Inwestowanie w rozwój mocy wytwórczych będzie z ekonomicznego punktu widzenia bardziej opłacalne. Do inwestowania skłania także to, że od dłuższego czasu cieszymy się niskim nominalnym poziomem stóp procentowych.

A kiedy poprawi się sytuacja w zatrudnieniu?

Tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Na poziom zatrudnienia wpływają bowiem czynniki demograficzne - chodzi nie tylko o tempo tworzenia nowych miejsc pracy, ale również tempo pojawiania się nowych osób w wieku produkcyjnym. I tutaj należy być mniej optymistycznie nastawionym - sytuacja w najbliższym okresie nie zmieni się w sposób bardzo radykalny.

Nie obawia się Pan, że wzrost inwestycji, który pojawił się w IV kwartale, to efekt prób wyprzedzenia zmian podatkowych, np. VAT na inwestycje budowlane czy leasing?

Reklama
Reklama

Nie, to iluzja. Proszę zwrócić uwagę, że VAT na usługi budowlane nadal pozostaje na poziomie 7%. Zmieni się za to sytuacja - zacznie się opłacać najmować firmę, która będzie wykonywać całą usługę, łącznie z dostawą materiałów. Ten mechanizm będzie wyglądał inaczej, bo w całość usługi będzie wliczony koszt materiałów i cały rachunek będzie obciążony 7-proc. VAT-em. Czyli wprowadzenie 22-proc. VAT-u na materiały budowlane będzie zniechęcać do indywidualnego budowania, czyli kupowania oddzielnie materiałów i oddzielnego zatrudniania firmy usługowej. O wiele bardziej opłacalne będzie zatrudnienie firmy, która usługę wykona w całości.

Sądzę, że przyspieszenie inwestycji indywidualnych może wynikać ze złego odczytania przepisów podatkowych, czyli z obaw, że ulga remontowa zostanie zlikwidowana. Ona będzie trwać przez całe trzy lata, jednak niektórzy uznali, że zostanie zlikwidowana w tym roku i wskutek tego nastąpiło pewne przyspieszenie inwestowania i remontowania. Ale ten efekt już się kończy.

Mówimy tu jednak o budownictwie mieszkaniowym, a powinniśmy mówić o inwestycjach w sektorze przedsiębiorstw.

Jednak pojawi się VAT na działki budowlane, które w przypadku dużych gruntów pod budownictwo przemysłowe spowoduje znaczny wzrost wydatków na ten cel.

Proszę pamiętać, że VAT płaci ostateczny nabywca, czyli konsument. To nie dotyczy tych, którzy dokonują procesu inwestycyjnego. Ten VAT prędzej czy później zostanie rozliczony. Taka jest zasada podatku VAT. W tych sprawach ten podatek będzie neutralny, nie będzie się przekładał na zmiany zachowań przedsiębiorców.

Nawet w przypadku zmian w leasingu, które spowodują, że w części przypadków przedsiębiorcy będą musieli płacić cały VAT w chwili zawarcia umowy?

Reklama
Reklama

Musimy pamiętać, że należy rozróżnić dwa elementy - leasing kapitałowy, traktowany w przepisach Unii Europejskiej jak sprzedaż, a więc VAT musi być rozliczany tak, jak przy sprzedaży, oraz leasing operacyjny, gdzie VAT będzie płacony przy każdej racie leasingowej. Tutaj nic się nie zmieni. Musimy także dbać o utrzymanie praw nabytych. Czyli jeżeli ktoś rozpoczął na określonych zasadach leasingowanie towaru, to system podatkowy musi uszanować warunki, w których on tę decyzje o leasingu podjął. Wbrew pozorom nie czekają nas aż tak drastyczne zmiany.

Nie obawia się Pan kłopotów z finansowaniem budżetu w pierwszych dwóch kwartałach tego roku? W tym okresie budżet będzie miał spore potrzeby pożyczkowe.

Trzeba pamiętać, że Ministerstwo Finansów w sposób aktywny zarządza długiem, jego strukturą. Z tego punktu widzenia wciąż dokonujemy pewnych przesunięć, które pozwalają na bezpieczne funkcjonowanie budżetu. Gdy mówimy o finansowaniu deficytu, przede wszystkim powinniśmy spojrzeć na rynek krajowy - mamy tu podmioty gospodarcze krajowe oraz zagranicę, która również kupuje papiery złotowe. Przywiązanie zagranicy, na razie, do nabywania polskich papierów skarbowych, denominowanych w złotych, jest dosyć duże. To znaczy - ten portfel się cały czas zwiększa, co wynika z faktu, że Polska jest postrzegana jako kraj, który za moment wejdzie do Unii Europejskiej, jako kraj o solidnych fundamentach gospodarczych i jeśli Polska poradzi sobie z wdrożeniem programu ograniczania wydatków budżetowych, to w takim razie image Polski jako kraju się nie zmieni. Jest duży poziom zaufania do decyzji podejmowanych przez polski bank centralny. A tym samym trzeba w dalszym ciągu przyjmować założenie, że zagraniczni inwestorzy nadal będą zainteresowani nabywaniem złotowych papierów wartościowych.

Poza tym - wszystkie instytucje finansowe musza budować określoną strukturę portfela inwestycyjnego. A tym samym dla określonego profilu ryzyka inwestycyjnego z jednej strony, a profilu dochodowości z drugiej, będą zawsze nabywać papiery skarbowe. Pytanie tylko - po jakiej cenie. I to jest kwestia oceny rynku - czy na przykład wstrzymać się z zakupami na pewien okres, wychodząc z założenia, że rentowność papierów za jakiś czas wzrośnie, czy też po prostu już kupować. Taką wyraźną tendencję mieliśmy na jesieni, gdy rynki oczekiwały, że ceny papierów skarbowych powinny spadać, a tym samym rentowność winna iść do góry, i wstrzymywały się z zakupami, co napędzało spiralę cenową. My temu przeciwdziałaliśmy, przede wszystkim wprowadzając instrumenty o zmiennej stopie procentowej. Papiery o stałym kuponie powodują straty w sytuacji, gdy rośnie rentowność. Przy zmiennym oprocentowaniu tych strat nie ma, gdyż odpowiada ono rynkowemu poziomowi stóp procentowych. Dostarczyliśmy nowy instrument, który pozwala uciec od nadmiernego ryzyka, związanego ze stopą procentową.

Przyjęliśmy również harmonogram, dotyczący pozyskiwania środków za granicą. Do tej pory kupowaliśmy w NBP waluty po to, aby zapłacić odsetki, ale raz dokonaliśmy transakcji odwrotnej. Per saldo - w 2003 roku więcej kupiliśmy walut na spłatę zadłużenia zagranicznego niż odwrotnie. Tutaj także istnieje więc pewien bufor, umożliwiający pozyskiwanie dodatkowych kwot z rynku zagranicznego. Jednak to nie jest rzecz, którą chcielibyśmy robić permanentnie. Raczej będziemy stosować taką politykę, jak do tej pory, czyli środki pozyskiwane z rynku zagranicznego przeznaczać na rolowanie tej części zadłużenia.

Mówił Pan o tym, że zaufanie inwestorów pozostanie duże, jeśli Polska przyjmie plan oszczędnościowy. Zgadzam się, że będzie to w sporym stopniu wyznacznikiem tego, czy inwestorzy będą chcieli kupować papiery skarbowe. Ale z tym planem już w tej chwili jest problem - rząd nie ma większości w Sejmie, aby móc ten program przeforsować. Nie obawia się Pan, że może to utrudnić finansowanie budżetu?

Reklama
Reklama

Niewątpliwie - to, czy plan Hausnera przejdzie, czy nie, będzie miało wpływ na ocenę Polski. Daje on bowiem realną możliwość obniżenia wydatków budżetowych. I rząd od początku, od września ub.r., nie krył, że istnieje konieczność obniżenia i deficytu budżetowego, i długu publicznego, aby uciec przed poziomem 60% PKB. Pytanie tylko, w jaki sposób zbudować większość. Są w tej chwili prowadzone rozmowy z różnymi partiami, prezentowany jest harmonogram prac nad planem Hausnera. I będziemy szukać dla tego planu poparcia w parlamencie.

Jednak każda zła wiadomość, dotycząca odmowy poparcia ze strony np. Platformy Obywatelskiej, będzie się odbijała na wycenie papierów skarbowych.

Tego, niestety, nie można wykluczyć. Inwestorzy będą bowiem bardzo pilnie śledzić postępy we wdrażaniu i realizacji planu Hausnera. I dlatego z jeszcze większą determinacją trzeba będzie wszystkich przekonywać, że plan Hausnera jest niezbędny i jego realizacja jest w interesie wszystkich partii politycznych.

Rynki będą zwracały też uwagę na postępy w prywatyzacji. Każda z informacji o przesunięciu czy opóźnieniu projektów prywatyzacyjnych będzie się odbijała na wycenach papierów skarbowych.

Dlatego stoimy na stanowisku, że trzeba przyspieszyć proces prywatyzacji i zrealizować zaplanowane na ten rok wpływy z prywatyzacji.

Reklama
Reklama

Czy Ministerstwo Finansów nie ma zamiaru wspierać prywatyzacji? Na przykład poprzez regulacje podatkowe.

Nie sądzę, aby był to dobry biznes. Bo co to miałoby oznaczać - że ktoś, kupujący pakiety akcji, miałby uzyskiwać ulgę? W sumie oznaczałoby to przesunięcie wpływów - wprawdzie inwestor w takiej sytuacji byłby gotów płacić więcej za akcje, ale za to z powodu ulg podatkowych wpływy do budżetu byłyby mniejsze. A więc per saldo wpływy ogółem byłyby takie same.

Nie, gdy mówiłem o wspieraniu prywatyzacji, miałem na myśli sprawę zawieszenia poboru podatku giełdowego, o co wnioskowała m.in. Izba Domów Maklerskich. Czy w tej sprawie jest decyzja?

Nie, nie ma jeszcze decyzji wypracowanej przez Ministerstwo Finansów. Ja tylko podkreślam, że decyzje o opodatkowaniu dochodów kapitałowych podjęte zostały jeszcze przez wicepremiera Belkę. Nie możemy różnicować form oszczędzania - inaczej opodatkowując np. lokaty bankowe, a inaczej - zyski kapitałowe. To była tylko kwestia harmonogramu. A ten harmonogram został ustalony przez parlament, bo to on ostatecznie zdecydował o terminie wejścia w życie podatku giełdowego.

Czyli decyzji nie ma. Ale czy jest jakaś nadzieja, że ten pobór zostanie zawieszony?

Reklama
Reklama

Analizujemy sytuację. Jesteśmy w kontakcie z Komisją Papierów Wartościowych i Giełd. W moim odczuciu to, czy podatek giełdowy jest, czy go nie ma, nie ma istotnego wpływu na to, czy na giełdzie się inwestuje, czy nie. Należałoby się zastanowić nad tym, czy jakimś instrumentem podatkowym nie należałoby wspierać długoterminowego inwestowania na giełdzie. Nie chodzi o to, aby było to inwestowanie na zasadzie - dzisiaj kupuję, pojutrze sprzedaję. Nam zależałoby na tym, aby oszczędności Polaków były budowane na zasadzie długofalowego inwestowania na giełdzie - żeby kupowali na giełdzie akcje spółki, mającej dobre perspektywy rozwoju, i trzymali te akcje kilka lat. W ten sposób wiele osób w USA dorobiło się majątku. Pytanie - czy wspierać inwestowanie indywidualne, czy też promować w ten sposób długoterminowe oszczędzanie za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama