Reklama

Nie pozwólmy rozmontować planu

Z Jerzym Hausnerem, wicepremierem i ministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej, rozmawia Jacek Uryniuk

Publikacja: 05.02.2004 08:27

Czy bierze Pan pod uwagę możliwość zrezygnowania z któregoś z elementów swojego programu racjonalizacji wydatków publicznych?

Plan jest przedsięwzięciem spójnym i całościowym. Teraz można już dyskutować tylko o szczegółach rozwiązań, a nie o tym, czy to ma być wprowadzone, czy nie. Jeżeli ktoś powie, że zaakceptuje zmiany w zakresie zasiłków chorobowych, ale nie chce zmian w zakresie wyrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, to rozmontuje cały program. Jeżeli któryś element tego programu by wypadł, to trzeba wiedzieć, co zrobić innego, by założony cel finansowy osiągnąć. Tylko nie może to być coś, co określam jako ofiarowywanie ludziom Niderlandów. Jeżeli słyszę o propozycjach likwidacji PFRON-u, to podkreślam, że to będzie oznaczać jedynie rezygnację z pewnego mechanizmu wykonywania określonych zadań. I nie da żadnych oszczędności.

Czy do tych Niderlandów zalicza Pan propozycję LPR i OPZZ, aby wprowadzić superpodatek dla instytucji finansowych?

Należy się zastanowić, czy takie rozwiązanie jest w ogóle możliwe do wprowadzenia. Trzeba zacząć od poważnych ekspertyz, a nie od rozważania, czy to ma ekonomiczny sens. A w ogóle przestrzegam przed konkursem populizmu. W ten sposób można bardzo szybko wywołać nerwową reakcję rynków finansowych. W mojej opinii propozycja superpodatku jest nie do przyjęcia. Co nie znaczy, że jeżeli ktoś ją zgłasza, to ja z góry mówię: nie, bo nie. Ale rozmawiając nad nią, od razu trzeba spytać: jaka jest pewność, że będziemy mogli tę propozycję wprowadzić zgodnie z prawem? W tej sprawie zalecałbym dużą ostrożność. Politycy muszą brać odpowiedzialność za swoje słowa. Kiedy przewodniczący OPZZ powiedział, że propozycje rządu odnośnie programu racjonalizacji wydatków są szalone, spowodował, że budżet państwa stracił 100 mln zł. Pieniądze te musimy przeznaczyć na koszty obsługi długu, które zwiększyły się w związku z wystąpieniem przewodniczącego OPZZ. Rynki zinterpretowały jego słowa jako brak szans na to, że mój plan zostanie przyjęty, i złoty się osłabił.

Czy przygotowując swój plan nie wziął Pan pod uwagę tego, że zmiana zasad waloryzacji emerytur nie będzie możliwa w tym roku ze względu na wymagania formalne?

Reklama
Reklama

Mój plan przewidywał, że uchwalimy to w styczniu, najpóźniej na początku lutego. To, co mnie powstrzymało, to nie była opinia prawników, tylko opinia wiceminister finansów Haliny Wasilewskiej-Trenkner. Gdyby nie ona, to wziąłbym na siebie potencjalne ryzyko związane ze zmianami zasad waloryzacji w tym roku. Ale pani wiceminister powiedziała, że z taką opinią prawną ryzykujemy, że Trybunał Konstytucyjny to zakwestionuje. Wtedy musielibyśmy zapłacić i waloryzację, i odsetki. W przyszłym roku mielibyśmy zatem znaczący wzrost wydatków, mimo że nie byłoby waloryzacji. Uznałem, że nie warto ryzykować.

Czy, Pana zdaniem, uda się parlamentowi uchwalić wszystkie zmiany związane z planem jeszcze przed wakacjami?

Trzeba zrobić wszystko, co można zrobić w granicach rozsądku, żeby to osiągnąć. Zależy mi na tym, aby te głosowania, które pokażą, czy jest poparcie dla planu, czy nie, odbyły się jak najszybciej.

Czy jest ustalony harmonogram spotkań z poszczególnymi partiami w sprawie poparcia dla programu?

Za terminy odpowiada przewodniczący klubu SLD. Wiem, że jest ustalone spotkanie z Platformą Obywatelską. Wiem też, że są planowane spotkania z innymi klubami. Nie wyobrażam sobie, żeby rozmowy przeciągały się dłużej niż do końca lutego. Mnie są potrzebne dowody na to, że ten plan jest realizowany. Po to, by rynki finansowe nie reagowały nerwowo. Taka ich reakcja będzie pogarszała warunki, w jakich plan będzie realizowany.

Jak Pan postrzega obecną sytuację na rynku walutowym?

Reklama
Reklama

Jako bardzo chwiejną. Nie powiem, jaki poziom kursu złotego uważam za bezpieczny. Ale z mojego punktu widzenia jest niedobrze, że złoty słabnie, bo to zwiększa poziom zadłużenia. Pierwsze pozytywne głosowania w Sejmie nad ustawami wprowadzającymi plan na pewno usCzy ważąc interesy eksporterów i interesy budżetu państwa jest Pan w stanie powiedzieć, jaki kurs złotego byłby najkorzystniejszy dla polskiej gospodarki?

Kurs mieszczący się między 4,50 a 4,60 zł do euro byłby, w moim mniemaniu, dla polskiej gospodarki optymalny. Trochę niższy też nie byłyby wielkim problemem, choć pogarszałby nieco sytuację eksporterów. Jeżeli minister finansów zbudował projekcję budżetową wokół kursu 4,60, to jest on optymalny.

Czy istnieje ryzyko, że już w tym roku przekroczymy poziom 55% relacji zadłużenia do PKB?

Moim celem jest, żeby to się nie stało. I wedle mojej wiedzy jego osiągnięcie jest możliwe. Bardzo trudne, ale możliwe. Jeżeli złoty jeszcze znacznie osłabnie, to może się okazać, że to będzie niewykonalne.

Jak Pan ocenia propozycję Platformy Obywatelskiej, aby wprowadzając plan racjonalizacji wydatków publicznych, znowelizować tegoroczny budżet, zmniejszając deficyt?

Jeżeli rozmowy z klubem PO mają być poważne, to ja nie mogę komentować tej propozycji, zanim ją formalnie otrzymam. Zostałoby to uznane za niepoważne traktowanie rozmówcy. Jeżeli PO coś takiego mówi w mediach, to pozwala mi się przygotować na to, że taką propozycję zgłosi. Musi jednak mieć poważne racje przemawiające za takim rozwiązaniem. Chcę podkreślić, że wydatki państwa nie wynikają z budżetu, tylko z innych ustaw. W budżecie jest tylko zabezpieczenie środków na ich realizację. Najpierw trzeba więc zmienić ustawy.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama