O wiele większym wyzwaniem rozszerzenie Unii będzie dla krajów do niej wstępujących. Wynika to z prostego porównania potencjału gospodarczego obu łączących się organizmów. Kraje wstępujące wytwarzają jedynie 6% produktu krajowego brutto "starej" Unii, ich podaż pieniądza to 3% podaży "Piętnastki", udział sektora bankowego państw wstępujących w bankowości rozszerzonej Unii nie przekroczy 4%, a udział ogólnego zadłużenia rządów sięgnie zaledwie 3%.
Biorąc pod uwagę tak olbrzymie dysproporcje, rozszerzenie Unii nie będzie miało niemal żadnego wpływu na tempo wzrostu gospodarczego nowego ugrupowania ani na poziom inflacji. Deficyt na rachunku bieżącym nowych członków zmniejszy wprawdzie nadwyżkę Unii, ale na pewno jej nie zniweluje.
Po przystąpieniu nowych państw członkowskich do unii walutowej, a więc do strefy euro, instrumenty polityki pieniężnej znajdą się w rękach Europejskiego Banku Centralnego. Jego radzie trudniej będzie podejmować decyzje, gdy zamiast obecnych 12 będzie w niej 22 szefów banków centralnych i 6 dyrektorów EBC. Zwłaszcza że głos prezesa Bundesbanku będzie tak samo ważny jak głos szefa banku centralnego Malty.