Silna przecena sprzed tygodnia najwyraźniej przestraszyła optymistów. Wprawdzie od ostatniego czwartku, przez trzy kolejne sesje rynek piął się, ale we wtorek, w szeregi inwestorów, powrócił strach przed posiadaniem akcji. Na razie nie udało się więc wrócić do obszaru konsolidacji, która kształtowała się na wykresie indeksu WIG20 od początku stycznia. Wtorkowy spadek może wręcz sugerować, że wcześniejsza zwyżka była tylko ruchem powrotnym do przebitego wsparcia (1650 pkt). Jeżeli tak, to kolejne sesje powinny przebiegać pod dyktando podażowej strony rynku.

Jest jednak kilka czynników, które nie pozwalają tak bezkrytycznie przyjąć przewagi sprzedających. Pierwszy to sygnały płynące zarówno z dziennego, jak i z tygodniowego MACD-histogramu. Od połowy listopada, z niskiego poziomu średnioterminowa wersja tego wskaźnika zwyżkuje. To oczywiście sprzyja kupującym. Dodatkowo dzienne słupki wskazują już na krótkoterminowe wyprzedanie, co w obliczu wspomnianej zwyżki na tygodniowym histogramie powinno być odbierane jako okazja do kupna. Szanse na to, że poważniejsze spadki nie rozpoczną się jeszcze teraz, sygnalizuje wewnętrzna linia trendu. Prowadzi ona przez szczyty z września i października 2003 roku. Od ostatniego czwartku ma kolejny punkt zaczepienia, jakim jest lokalny dołek.

O tym, czy faktycznie ostatnie wybicie w dół z konsolidacji jest sygnałem zmiany trendu na spadkowy, powinien zdecydować ostatni lokalny dołek. Spadek poniżej 1610 pkt sprawi, że na wykresie pojawi się typowa dla rynku niedźwiedzia sekwencja szczytów i dołków oraz dodatkowo pokonane zostaną krótkoterminowe wsparcia. Wtedy przecena do 1500 pkt byłaby minimalnym wymiarem kary dla optymistów.

Kupno akcji, nawet po uwzględnieniu czynników przemawiających na korzyść kupujących, nie jest teraz wskazane. Także powrót do konsolidacji, która rozciąga się od 1650 do 1700, nie powinien być wykorzystywany do akumulacji. Pierwszy sygnał kupna pojawi się dopiero w chwili, kiedy przebity zostanie opór na wysokości 1700 pkt.