Chris Brodie, szef działu europejskiej bankowości inwestycyjnej UBS, dojeżdża do pracy skuterem vespa, od czasu gdy jego bank w poszukiwaniu oszczędności zlikwidował samochody służbowe. Przyznaje, że takie podróżowanie jest mniej bezpieczne niż środkami komunikacji miejskiej, ale za to szybsze. Tak więc od poniedziałku do piątku jeździ vespą kupioną za 1200 funtów, a w weekendy kieruje wartym 100 tys. funtów astonem martinem DB7.
5-funtowe opłaty obowiązują od 7.30 do 18.30 w dni robocze i wnosi je codziennie ok. 100 tys. osób, łącznie z tymi, którzy mieszkają w City, ale im przyznano 90-proc. rabat. Ponad 5 tys. osób ukarano już mandatami po 80 funtów za każdy niezapłacony dzień.
Przychody londyńskiego magistratu z tytułu tych opłat sięgnęły w ub.r. ok. 70 mln funtów po odliczeniu kosztów ich pozyskania. Były więc mniejsze niż oczekiwano, ale z jednej strony bardziej zmniejszył się ruch samochodowy, a z drugiej wyższe okazały się koszty administracyjne nowego systemu. Wprowadzenie opłat za wjazd samochodem do centrum było odpowiedzią mera Londynu Kena Livingstone?a na nadmierne zatłoczenie miasta, co hamowało rozwój gospodarczy brytyjskiej stolicy. W 2002 r. średnia szybkość poruszania się po ulicach centralnego Londynu wyniosła 14 km na godzinę.
John Bannett, 34-letni informatyk u Lloyda, dojeżdża do pracy motocyklem i pokonanie 5,3 mili z domu w Balham na południu Londynu do City zabiera mu 15 minut. Samochodem lub metrem jeździł ponad pół godziny.
Z takiej zmiany upodobań cieszą się, oczywiście, sprzedawcy skuterów i motocykli. Bruce Milani, diler firmy Piaggio produkującej vespy, odnotował wzrost sprzedaży o 50% w ciągu roku. Większość klientów po raz pierwszy w życiu zdecydowała się na jednoślad.