Reforma emerytalna, rozpoczęta w roku 1999, jest na półmetku. Z jednej strony mamy już działające fundusze emerytalne, a ZUS powoli zaczyna naliczanie kapitału początkowego na kontach klientów. Z drugiej jednak wyliczenia te nie zostały jeszcze zakończone, a także nie wiadomo, kto i za ile będzie wypłacał emerytury klientom funduszy emerytalnych. Ustawa o OFE mówi, że będą to robić Zakłady Ubezpieczeń Emerytalnych.
Panie z niskimi emeryturami
Eksperci z Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych pokusili się o wyliczenie, jakich emerytur mogą się spodziewać Polacy, i efekty przedstawili w raporcie, który pojawił się na stronach internetowych Komisji. W tych wyliczeniach KNUiFE przyjęła założenie, że świadczenia będą wypłacane przez Zakłady Emerytalne. Niewiele jeszcze o nich wiadomo - poza tym, że według założeń będą one potrącać 7% zgromadzonego przez klienta OFE kapitału w chwili, gdy środki zostaną przelane z funduszu do zakładu.
Okazuje się, że obecny ZUS, czyli I filar reformy emerytalnej, będzie głównym źródłem utrzymania najmniej zarabiających Polaków. A także kobiet. Nawet panie z wyższym wykształceniem, które rozpoczną w 2000 r. pracę z pensją równą 80% płacy krajowej, w wieku 60 lat otrzymają emeryturę równą 38% średniej płacy krajowej, z czego większość będzie wypłacał ZUS. Jeśli czas pracy zostanie wydłużony i kobiety na emeryturę zaczną przechodzić w wieku 65 lat, świadczenie wzrośnie do 52,2% średniej płacy, nadal jednak większą część będzie płacił ZUS.
Powodem są oczywiście koszty systemu - przede wszystkim do OFE trafia mniejsza część składki emerytalnej (7,3% wobec 12,22% płacy, jaka trafia do ZUS). Poza tym pieniądze płynące do funduszy emerytalnych są pomniejszane najpierw o prowizje pobierane przez PTE, a potem przez Zakłady Emerytalne. W przypadku ZUS tych narzutów nie ma. Ostatni powód to długość życia kobiet na emeryturze. Jest ona dłuższa niż u mężczyzn, co również ma wpływ na wysokość świadczenia.