Eksport z Chin, w ujęciu rok do roku, zwiększył się w styczniu o 15,2%, do 35,74 mld USD. Import za Wielki Mur wzrósł o 19,8% i sięgnął 35,78 mld USD. W wymianie z zagranicą Chińczycy odnotowali zatem deficyt w kwocie ok. 20 mln USD, pierwszy od marca 2003 r., kiedy wyniósł 459 mln USD. Jeszcze w grudniu, gdy eksport wzrósł w stosunku rocznym o 51%, najbardziej od ponad 8 lat, kraj miał nadwyżkę w wysokości 5,73 mld USD. Należy jednak zauważyć, że wówczas eksporterzy po raz ostatni korzystali z wyższych ulg. Ich średni poziom z początkiem roku spadł do 13% wartości płaconych przez nich podatków, wobec 17% w ub.r.

Przez wiele miesięcy - właśnie za sprawą wysokich nadwyżek, głównie w handlu z USA - Amerykanie naciskali na Chińczyków, by ci przestali wiązać swoją walutę z dolarem, a przynajmniej dokonali jej przewartościowania. USA w obawie przed zalewem tanich towarów zza Wielkiego Muru i związaną z tym utratą miejsc pracy na rodzimym rynku, nałożyły kwoty importowe na chińskie tekstylia i zaporowe cła na telewizory, a wciąż rozważają wprowadzenie restrykcji w imporcie mebli i krewetek. Chińczycy nie kryją, że obowiązujący od lat kurs wymiany ok. 8,3 juana za dolara służy ich gospodarce i nie zamierzają wiele zmieniać. Prezes banku centralnego oświadczył wczoraj, że zostanie usprawniony mechanizm wymiany, ale kurs pozostanie w tym roku stabilny.

Amerykański rząd szacuje, że w handlu z Chinami USA osiągnęły w ub.r. rekordowy deficyt 130 mld USD. Parę dni temu Chiny poinformowały, że w ub.r. wymianę handlową z USA zakończyły z saldem dodatnim, ale o ponad połowę mniejszym, w kwocie 58,6 mld USD. Ten fakt, w powiązaniu z pierwszym od miesięcy deficytem, powinien nieco uspokoić administrację Busha.

Amerykanie narzekają, inne kraje - szczególnie z regionu Azji i Pacyfiku - się cieszą. W Chinach znajdują bowiem odbiorców swoich produktów. W grudniu pod względem wartości importu (rekordowe 42,3 mld USD) Chiny wyprzedziły nawet drugą gospodarkę świata, Japonię.