Gdy we wrześniu 2001 r., tuż po ataku na USA, WIG ustanawiał swe minimum, które z czasem okazało się dnem całej 1,5-rocznej bessy, trzy istotne czynniki oddziaływały negatywnie na poziom zysków generowanych przez polskie przedsiębiorstwa, a zatem również na poziom bieżącej rynkowej wyceny ich akcji. Po pierwsze trwała globalna recesja, po drugie złoty był silny i po trzecie euro czyli waluta głównego rynku eksportowego Polski było słabe. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją dokładnie odwrotną. Na świecie trwa ożywienie gospodarcze, złoty jest słaby (najsłabszy od prawie 4 lat), a euro jest mocne.

Względnie wysoki popyt zewnętrzny i względnie konkurencyjna cena polskich produktów przekładają się na względnie wysokie obecnie zyski przedsiębiorstw i całkiem wysoką ich ocenę przez rynek. Oczywiście z faktu, że akcje trzeba było kupować, kiedy te trzy wymienione czynniki oddziaływały negatywne, nie wynika wniosek, że obecnie, kiedy oddziałują pozytywnie, trzeba je zaraz sprzedawać. W końcu od dna bessy na głównych indeksach z 2001 roku do początku wzrostów szerokiego rynku upłynął pełny rok, a główną ponad 60-proc. falę hossy z okresu III-IX 2003 r. poprzedziła dodatkowo konsolidacja trwająca aż prawie 9 miesięcy.

Być może i teraz dłuższe utrzymywanie się korzystnej dla zysków spółek kombinacji wymienionych czynników przełoży się na długi okres przebywania cen akcji na wysokich poziomach. Mnie osobiście trwające od ponad 5 miesięcy próby sforsowania przez WIG20 okolic poziomu 1700 pkt jednak zbyt mocno przypominają lustrzane odbicie trwających od lipca 2002 r. do marca - kwietnia 2003 r. wielokrotnych - i nieskutecznych "pomimo" negatywnego sentymentu - prób pogłębienia bessy, bym odważył się na prognozowanie dalszych znaczących wzrostów.

Z odwrotną sytuacją mamy do czynienia na rynku obligacji. Ten spadając od czerwca do listopada zdyskontował problemy fiskalne i teraz czeka już tylko na ostatnich optymistów, którzy uwarunkowani przez ostatnie miesiące przez odmieniane na wszystkie możliwe sposoby słowa "plan Hausera" spanikują, gdy tegoż planu "załamanie" zostanie oficjalnie ogłoszone.