Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość wygenerowały coś, co da się określić mianem koncepcji podatkowych.

PO jest ostrożniejsza - wszystko zostaje po staremu, nowe będą stawki. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że owa 15-proc. stawka na wszystko będzie oznaczała podwyżki podatków. Dlaczego? Ano - na tym rozwiązaniu skorzystają firmy. Wprawdzie one już swoją obniżkę dostały, ale PO daje więcej. I to nie tylko w podatku dochodowym, ale także w VAT. Bo przecież dobra inwestycyjne, wyposażenie biurowe itd. objęte są, albo wkrótce będą, 22-proc. VAT-em. A to oznacza większe oszczędności dla firm. Wprawdzie prędzej czy później przedsiębiorstwo zapłacony podatek odzyska, ale - jak wiadomo - w dziedzinie finansów prędzej oznacza więcej.

A co z konsumentami? A oni dostaną po kieszeni. Podatek dochodowy na poziomie obecnej, efektywnej stawki oznacza, że część obywateli zapłaci mniej, część więcej. Podatek VAT na poziomie stawki efektywnej oznacza, że wszyscy konsumenci - nieważne, z którego progu podatkowego - zapłacą więcej. Bo tak się składa, że niższy VAT ma żywność i inne towary, z których konsument zrezygnować nie może. To, co firmy zaoszczędzą, dopłacą konsumenci prywatni.

PiS przebąkuje, że VAT z wieloma stawkami będzie tylko na początku. A potem - w górę. Za to całkiem inne podejście ugrupowanie to prezentuje w sprawach podatków dochodowych. Likwidacja - i nowe daniny w miejsce starych. Co prawda - od razu pojawia się pytanie, jaki system emerytalny przewiduje PiS, skoro z indywidualnych składek chce przejść na grupowe, ale cała ta zmiana jakieś oszczędności może dać. W końcu - zniknie sporo papierkowej roboty, a dla firm jest to szansa na mniejsze zatrudnienie.

Inna sprawa, że obie partie deklarują, że wszystkie te zmiany będą neutralne dla budżetu. Innymi słowy - nasze drogie państwo, które - jak wszyscy wiemy - funkcjonuje źle, nieefektywnie i ma zbyt wielu urzędników, dostanie tyle samo kasy do utopienia w błocie, co wcześniej. Być może ani PO, ani PiS nie mają jeszcze pomysłu, gdzie i jak zaoszczędzić na państwie. A może uważają się za partie propaństwowe. Tyle tylko, że propaństwowość mylą z proadministarcyjnością. A to - drodzy politycy - są dwie kompletnie różne rzeczy.