Przez większą część wczorajszej sesji na rynku panowała bardzo nudna atmosfera. Zmiany kursu kontraktów były niewielkie, a obroty symboliczne - ostatni raz tak niskiego wolumenu obrotu doświadczyliśmy w końcówce ubiegłego roku. Tym razem do marazmu przyczyniło się święto w USA. Tradycyjnie ciekawiej zrobiło się w trakcie ostatniej godziny notowań. Wykres indeksu wybił się ponad poziom 1730 pkt, wywołując kilkunastopunktowy wzrost kursu kontraktów.
Technicznie wczorajsza sesja nie przyniosła większych zmian obrazu rynku. Po wybiciu się kursu ponad poziom styczniowej konsolidacji, strona popytowa dostała kolejnej zadyszki. Pomimo wyraźnego trendu wzrostowego w średnim terminie posiadacze długich pozycji powinni trzymać rękę na pulsie. Może się bowiem okazać, że rynkiem wstrząśnie silniejsza korekta.
Najbliższe wsparcie przebiega na poziomie około 1690 pkt - tutaj znajduje się linia łącząca wrześniowe i październikowe szczyty oraz średnia krocząca z 15 sesji. Po takim klasycznym ruchu powrotnym bykom byłoby zdecydowanie łatwiej przeprowadzić kolejną ofensywę. Zakładając natomiast kontynuację zwyżki należy zwrócić uwagę na psychologiczny poziom 1800 pkt oraz na okolice 1830 pkt, związane z przełamaną wcześniej linią trendu wzrostowego.
Pomimo dobrej sytuacji gospodarczej, która znajduje odbicie w poprawie wyników większości spółek, rodzimy rynek zmuszony jest funkcjonować w bardzo niepewnym otoczeniu. Z jednej strony grząski grunt polityczny na lokalnym podwórku, z drugiej - mieszane dane makro z USA przy wysokich poziomach tamtejszych indeksów. Łatwo sobie wyobrazić, co nam grozi w sytuacji, gdyby pojawił się jakiś negatywny "zapalnik".