Ma to duże znaczenie, jeśli myślimy o integracji z innymi giełdami czy budowaniu regionalnego centrum finansowego. Wilno może być pierwszym krokiem. GPW polepszyłaby pozycję przetargową, bo dołączy do grona nielicznych giełd, które integrują ponadnarodowe rynki. Idąc krok dalej, możemy wyobrazić sobie dołączenie do naszej platformy, na przykład na zasadzie umów partnerskich, giełd z Czech, Słowacji czy Węgier.
Jakie są wyniki prac nad strategią GPW, prowadzonych pod koniec zeszłego roku przez Boston Consulting Group? Ich rezultaty mieliśmy poznać na początku bieżącego roku.
Analiza szczególną uwagę zwróciła na kwestię prywatyzacji i aliansu strategicznego. Jej zadaniem nie było jednak wyznaczenie ostatecznego scenariusza. Za wcześnie jest więc mówić, który partner zagraniczny jest dla nas najlepszy.
To, co na pewno potwierdziły prace, to konieczność szybkiej prywatyzacji. Uwypukliła to też moja ostatnia wizyta w Wilnie. Nasz status własnościowy może okazać się przeszkodą na drodze do kupna wileńskiego parkietu, co wielokrotnie dano mi do zrozumienia. Chodzi przede wszystkim o szybkie podejmowanie decyzji strategicznych na konkurencyjnym rynku wspólnotowym, w czym prywatny właściciel jest lepszy.
Moim zdaniem, modelem docelowym dla warszawskiego parkietu jest giełda z udziałem inwestora strategicznego w szerszym układzie europejskim. Ścieżka dojścia do tego czy innego modelu powinna natomiast być opisana w szczegółach przez doradcę prywatyzacyjnego.
Kiedy powinien zostać wybrany doradca prywatyzacyjny?
Prywatyzację należy rozpocząć niezwłocznie. Nie będzie to proces krótkotrwały, bo każda prywatyzacja w Polsce trwa, zgodnie z procedurami, co najmniej kilkanaście miesięcy. Kamieniem milowym jest zawsze wybór doradcy prywatyzacyjnego i powinno dojść do tego na pewno jeszcze w tym roku. Z takim wnioskiem zarząd GPW chce wystąpić do Ministerstwa Skarbu Państwa. Niewykluczone że Rada Giełdy przychyli się do tego wniosku już podczas środowych obrad.
Na ostatnim posiedzeniu KPWiG wyraziła zaniepokojenie przedłużającymi się pracami nad uchwaleniem przez GPW regulaminów giełdowego rynku urzędowego i nieurzędowego. Skąd opóźnienia?
Pierwszą koncepcję podziału rynków zarząd giełdy przedstawił mniej więcej rok temu. Od tego momentu trwa dyskusja środowiskowa - chcemy, żeby wszyscy się wypowiedzieli, a ceną tego jest czas. Nie pomogła nam postawa Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Na ich opinię czekaliśmy około czterech miesięcy. Mam nadzieję, że regulaminy zostaną zatwierdzone przez Radę Giełdy na najbliższym posiedzeniu. Nie mogę jeszcze przedstawić szczegółów podziału tych rynków, ale nie należy spodziewać się rewolucji. Tak jak zapowiadaliśmy, przewidujemy podział na rynek urzędowy, czyli według naszej terminologii podstawowy, oraz nieurzędowy, czyli równoległy. Na każdym z nich spółki będą podlegać innym obowiązkom informacyjnym czy kapitałowym. W ramach pierwszego rynku stworzymy też segment Plus, z najbardziej surowymi zasadami.
Dziękujemy za rozmowę.
Co się stało 4 lutego?
4 lutego doszło do gwałtownych wahań kursu kontraktów terminowych na indeks WIG20. Przyczyną rozchwiania rynku były ogromne zlecenia, złożone przez pracownika BDM PKO BP. Pierwsze zlecenie sprzedaży 4 tys. kontraktów zepchnęło w ciągu kilkudziesięciu sekund kurs o ponad 6% w dół. Złożone następnie odwrotne zlecenie kupna 4 tys. futures podniosło notowania blisko górnych widełek ograniczających dzienne zmiany cen (+/- 10% od kursu odniesienia).
BDM PKO BP stracił na tych transakcjach ok. 4 mln zł. Równocześnie nagłe wahania kursu kontraktów doprowadziły do realizacji zleceń innych inwestorów, którzy mogli stracić łącznie ok. 1,5 mln zł. Z drugiej strony, na całym wydarzeniu najwięcej - ponad 2,5 mln zł - zarobiła tajemnicza firma, zarejestrowana na brytyjskich Wyspach Dziewiczych.