Reklama

Po Wilno tylko z Euronextem

Z Wiesławem Rozłuckim, prezesem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, rozmawiają Krzysztof Stępień i Piotr Wojtaszek

Publikacja: 18.02.2004 08:14

Jakie wnioski wyciągnął Pan po analizie zawirowań na rynku kontraktów, do których doszło 4 lutego?

Doświadczenia ostatnich tygodni pokazały, że to, co nam wydaje się oczywiste, czyli stosowanie przez domy maklerskie "bezpieczników", zapobiegających wprowadzaniu do systemu błędnych zleceń, takie oczywiste nie jest. Dlatego będziemy teraz sprawdzać, czy domy maklerskie wykorzystują posiadane oprogramowanie. Będziemy też wyciągać konsekwencje, jeśli nie będą się stosować do naszych zaleceń i przepisów regulaminu.

Jak będą wyglądać kontrole, jakie będą kary dla domów maklerskich?

Nasze kontrole będą się skupiać na tym, czy domy maklerskie korzystają z systemu zabezpieczeń, który został im dostarczony. Można sobie wyobrazić gradację kar w zależności, czy był to pierwszy raz, "recydywa", przypadek, czy też bezmyślność.

Rozumiem, że w każdym domu maklerskim może zdarzyć się awaria i system będzie wyłączony. Ale jeśli jest świadomie wyłączony, będą kary. Uchwała zarządu giełdy już nakazuje domom maklerskim stosowanie zabezpieczeń. Teraz zostanie to uwzględnione w regulaminie obrotu.

Reklama
Reklama

Ile domów maklerskich do tej pory stosowało zabezpieczenia?

Większość. Wydawało nam się, że własne bezpieczeństwo jest dla domów maklerskich tak ważną sprawą, że nie trzeba im o tym mówić. Ostatnie wydarzenia pokazały, że się myliliśmy. Teraz chcemy być bardziej konsekwentni. Nie jest to jednak typowe działanie giełdy.

Co konkretnie w takiej sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia 4 lutego, powinien zrobić dom maklerski?

Konieczność informatycznej akceptacji dużego zlecenia przez osobę na wyższym szczeblu wyeliminowałaby całkowicie ryzyko wysłania błędnego lub przestępczego zlecenia przez nieuczciwego maklera lub inną osobę mającą dostęp do stacji roboczej.

Wydaje mi się również, że jeżeli "egzotyczny" klient otwiera w domu maklerskim rachunek i od razu daje zlecenie ogromnej wielkości, to być może makler nie powinien dopuścić takiego zlecenia na rynek. Przypuszczam jednak, że maklerzy się z tym nie zgodzą, tłumacząc, że mają obowiązek realizacji zleceń.

Każda sytuacja jest inna. Jeśli klient, będąc pasywny przez całą sesję, daje na minutę przed końcem notowań bardzo duże zlecenie kupna, to nie wiadomo, czy chce manipulować rynkiem, czy rzeczywiście nabyć papiery. Dlatego nie można wymagać, by takie zlecenia nie były realizowane. Natomiast jeśli klient robi to codziennie, to dom maklerski powinien mu zwrócić uwagę, a za trzecim razem nie przyjąć dyspozycji.

Reklama
Reklama

Czy nie obawia się Pan, że działania GPW zostaną odebrane przez rynek jako spóźnione?

Nie. Ludzie, którzy tracą pieniądze, zwykle starają się szukać winnych. Jest to w pełni zrozumiałe. Chodzi jednak o stworzenie bezpiecznego, a zarazem sprawnego i efektywnego, systemu obrotu. Odrzucam twierdzenie, że nasze działania są spóźnione. Pamiętajmy, że codziennie na GPW jest przesyłanych około 45 tys. zleceń. Jeśli dane zdarzenia są sporadyczne, to nie ma powodów do zmiany reguł gry. Jeśli jednak zaczynają się powtarzać, to co innego. Patrzymy też na inne giełdy, gdzie standardy bezpieczeństwa są podobne.

Oprócz podjętych już decyzji trzeba rozpocząć całą serię działań. Na przykład, w którymś z artykułów Parkietu znalazła się sugestia, by zmienić zasady funkcjonowania market makerów. Chcemy iść w tym kierunku: zaproponować większe zlecenia w szerszych widełkach. To zmniejszyłoby problem przypadkowych wahań kursów. Gęstszy arkusz zleceń jest wartością samą w sobie. Dlatego tę sprawę będziemy negocjować z animatorami.

Czy zdarzenie z 4 lutego zachwiało wiarygodnością naszego parkietu wśród rodzimych inwestorów?

Nie sądzę. Uczestnicy rynku wiedzą, że podobne sytuacje zdarzają się na każdej giełdzie, nawet największej. Dobrą ilustracją jest spadek kursu futures na Eurostox 50 na giełdzie Eurex w 2002 r. W ciągu 45 sekund z poziomu 2473 do 493, a więc o 80%. Tego samego roku takich przypadków było kilka na tym samym rynku. Nie należy tego odbierać jako krytykę tej giełdy. Takie przykrości spotykają każdą giełdę. Gdyby u nas dochodziło do takich wypadków częściej niż na innych rynkach, to mielibyśmy problem. Każdy wypadek jest jednak starannie przez nas analizowany pod kątem minimalizacji szans powtórzenia się tego typu sytuacji.

Może to jest kwestia polityki informacyjnej GPW?

Reklama
Reklama

Tak, trzeba tu sporo zmienić. Skoro wiele osób nie ma wiedzy na temat zabezpieczeń, to mamy jeszcze dużo do zrobienia.

Jeśli jednak inwestorzy mówią, że boją się składać zlecenia, to jednak jakiś problem zaufania do rynku istnieje.

Uściślijmy, chodzi tu tylko o zlecenia stop-loss. Wszyscy, którzy 4 lutego złożyli inne zlecenia, zarobili na nich. Jeśli ktoś daje zlecenia stop-loss PKC, to godzi się zawrzeć transakcję po każdej cenie. Potem wyrażanie zdziwienia, że zlecenie zostało zrealizowane po każdej cenie, jest co najmniej dyskusyjne. Zlecenie stop PKC jest niebezpieczne i może zostać aktywowane błędnym zleceniem czy celowo destabilizującym, które jest, niestety, częścią gry rynkowej na każdej giełdzie, ciemną stroną tej gry. O wiele bezpieczniejsze jest zlecenie stop z limitem aktywacji.

Jak się Pan odnosi do inicjatyw uzyskania odszkodowania od BDM PKO BP na drodze prawnej?

Uważam, że sprawa nie będzie łatwa, ma charakter precedensowy. Zwykle trzeba udowodnić szkodę, a ten, kto dał zlecenie stop PKC, zgodził się na jego realizację na określonych warunkach. Do tego trzeba udowodnić winę domu maklerskiego i celowe działanie. W przepisach nie znajdzie się potwierdzenia, że biuro musiało stosować zabezpieczenia. Sąd może też podnieść, że inwestorzy składając zlecenia PKC, powinni przewidywać niekorzystny dla siebie obrót sprawy.

Reklama
Reklama

Ale czy poszkodowani inwestorzy powinni dochodzić odszkodowań?

Tak, powinni. Prędzej czy później powinno dojść do takiej sprawy. Musimy się przekonać, jakie jest stanowisko sądu w takim przypadku.

Dlaczego o kupno pakietu wileńskiej giełdy GPW będzie się starać razem z Euronextem?

Muszę przyznać, że gdybyśmy samodzielnie startowali w tym przetargu, nasze szanse na wygraną byłyby niemal zerowe. Dla rynku wileńskiego Warszawa jest pewną korzystną alternatywą wejścia do Europy. Ale jest to stacja pośrednia, nie docelowa. Jeśli uda się wygrać ten przetarg, obrót na giełdzie litewskiej będzie objęty naszą platformą transakcyjną. I to jest właśnie ważny czynnik dla Wilna, któremu zależy na inwestorach zagranicznych. Wiadomo, że nasz system zbliżony jest technologicznie do Euronextu. Ten układ może więc zapewnić w przyszłości co najmniej dostęp do wzajemnych notowań dla domów maklerskich wszystkich trzech rynków.

Można odnieść wrażenie, że nasza stacja docelowa jest już ustalona - partnerem strategicznym dla GPW będzie Euronext...

Reklama
Reklama

Jest to całkowicie mylne wrażenie. Zapewniam, że nic nie jest przesądzone czy po cichu ustalone. Jeśli przeważy opcja, że GPW ma znaleźć partnera strategicznego, z pewnością będzie podlegać ocenie dotychczasowa współpraca z potencjalnymi kandydatami, ale nie jest to jedyne kryterium.

Jak wygląda struktura konsorcjum, które złoży ofertę w Wilnie? Czy GPW prowadziła rozmowy z innymi giełdami zagranicznymi, poza Euronextem, w sprawie tworzenia konsorcjum?

W skład konsorcjum ma wejść GPW, KDPW i Euronext. Warszawski depozyt będzie ubiegać się o przejęcie pakietu swojego wileńskiego odpowiednika. Dokładnego podziału udziałów giełdy litewskiej pomiędzy GPW a Euronextem, jeśli oczywiście wygramy, nie mogę jeszcze podać, bo konsorcjum nie zostało formalnie zawiązane. Wiadomo natomiast, że warszawski parkiet będzie grać pierwsze skrzypce.

Jak wspomniałem, nasza platforma transakcyjna oparta jest na systemie Euronext, i to właśnie ta giełda jest w oczywisty sposób naszym partnerem w omawianej ofercie.

A dlaczego GPW powinno zależeć na przejęciu giełdy litewskiej?

Reklama
Reklama

Ma to duże znaczenie, jeśli myślimy o integracji z innymi giełdami czy budowaniu regionalnego centrum finansowego. Wilno może być pierwszym krokiem. GPW polepszyłaby pozycję przetargową, bo dołączy do grona nielicznych giełd, które integrują ponadnarodowe rynki. Idąc krok dalej, możemy wyobrazić sobie dołączenie do naszej platformy, na przykład na zasadzie umów partnerskich, giełd z Czech, Słowacji czy Węgier.

Jakie są wyniki prac nad strategią GPW, prowadzonych pod koniec zeszłego roku przez Boston Consulting Group? Ich rezultaty mieliśmy poznać na początku bieżącego roku.

Analiza szczególną uwagę zwróciła na kwestię prywatyzacji i aliansu strategicznego. Jej zadaniem nie było jednak wyznaczenie ostatecznego scenariusza. Za wcześnie jest więc mówić, który partner zagraniczny jest dla nas najlepszy.

To, co na pewno potwierdziły prace, to konieczność szybkiej prywatyzacji. Uwypukliła to też moja ostatnia wizyta w Wilnie. Nasz status własnościowy może okazać się przeszkodą na drodze do kupna wileńskiego parkietu, co wielokrotnie dano mi do zrozumienia. Chodzi przede wszystkim o szybkie podejmowanie decyzji strategicznych na konkurencyjnym rynku wspólnotowym, w czym prywatny właściciel jest lepszy.

Moim zdaniem, modelem docelowym dla warszawskiego parkietu jest giełda z udziałem inwestora strategicznego w szerszym układzie europejskim. Ścieżka dojścia do tego czy innego modelu powinna natomiast być opisana w szczegółach przez doradcę prywatyzacyjnego.

Kiedy powinien zostać wybrany doradca prywatyzacyjny?

Prywatyzację należy rozpocząć niezwłocznie. Nie będzie to proces krótkotrwały, bo każda prywatyzacja w Polsce trwa, zgodnie z procedurami, co najmniej kilkanaście miesięcy. Kamieniem milowym jest zawsze wybór doradcy prywatyzacyjnego i powinno dojść do tego na pewno jeszcze w tym roku. Z takim wnioskiem zarząd GPW chce wystąpić do Ministerstwa Skarbu Państwa. Niewykluczone że Rada Giełdy przychyli się do tego wniosku już podczas środowych obrad.

Na ostatnim posiedzeniu KPWiG wyraziła zaniepokojenie przedłużającymi się pracami nad uchwaleniem przez GPW regulaminów giełdowego rynku urzędowego i nieurzędowego. Skąd opóźnienia?

Pierwszą koncepcję podziału rynków zarząd giełdy przedstawił mniej więcej rok temu. Od tego momentu trwa dyskusja środowiskowa - chcemy, żeby wszyscy się wypowiedzieli, a ceną tego jest czas. Nie pomogła nam postawa Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Na ich opinię czekaliśmy około czterech miesięcy. Mam nadzieję, że regulaminy zostaną zatwierdzone przez Radę Giełdy na najbliższym posiedzeniu. Nie mogę jeszcze przedstawić szczegółów podziału tych rynków, ale nie należy spodziewać się rewolucji. Tak jak zapowiadaliśmy, przewidujemy podział na rynek urzędowy, czyli według naszej terminologii podstawowy, oraz nieurzędowy, czyli równoległy. Na każdym z nich spółki będą podlegać innym obowiązkom informacyjnym czy kapitałowym. W ramach pierwszego rynku stworzymy też segment Plus, z najbardziej surowymi zasadami.

Dziękujemy za rozmowę.

Co się stało 4 lutego?

4 lutego doszło do gwałtownych wahań kursu kontraktów terminowych na indeks WIG20. Przyczyną rozchwiania rynku były ogromne zlecenia, złożone przez pracownika BDM PKO BP. Pierwsze zlecenie sprzedaży 4 tys. kontraktów zepchnęło w ciągu kilkudziesięciu sekund kurs o ponad 6% w dół. Złożone następnie odwrotne zlecenie kupna 4 tys. futures podniosło notowania blisko górnych widełek ograniczających dzienne zmiany cen (+/- 10% od kursu odniesienia).

BDM PKO BP stracił na tych transakcjach ok. 4 mln zł. Równocześnie nagłe wahania kursu kontraktów doprowadziły do realizacji zleceń innych inwestorów, którzy mogli stracić łącznie ok. 1,5 mln zł. Z drugiej strony, na całym wydarzeniu najwięcej - ponad 2,5 mln zł - zarobiła tajemnicza firma, zarejestrowana na brytyjskich Wyspach Dziewiczych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama