Odwrotnie, a więc pozytywnie, tani dolar oddziałuje na amerykańską gospodarkę. W czasie ubiegłotygodniowych zeznań przed komisjami kongresowymi Alan Greenspan powiedział, że: deprecjacja waluty, której ostatnio doświadczamy, powinna przyczynić się do zmniejszenia deficytu na rachunku bieżącym, gdyż zagraniczni producenci będą mniej eksportowali do Stanów Zjednoczonych. - W ub.r. eksportowali na potęgę, w wyniku czego deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych osiągnął rekordowy poziom 489,4 mld USD. Największy - 124 mld USD - Amerykanie, jak zwykle ostatnio, mieli z Chinami, ale tym razem Unia Europejska nieznacznie im ustąpiła i USA miały w handlu z nią rekordowy deficyt - 94,3 mld USD.
Wewnętrzny popyt kuleje
Zagraniczny popyt był jedyną przesłanką ożywienia unijnej gospodarki w ub.r. Wydatki konsumpcyjne w strefie euro wciąż nie przejawiają oznak wyraźnego wzrostu. W Niemczech, w listopadzie i grudniu sprzedaż detaliczna nawet malała, mimo że zazwyczaj właśnie te dwa miesiące są rajem dla handlowców ze względu na szał zakupów świątecznych i noworocznych prezentów. We Włoszech wskaźnik zaufania konsumentów spadł do poziomu najniższego od 10 lat. Wobec takiego uzależnienia wzrostu gospodarczego od eksportu coraz większy wpływ na tempo rozwoju strefy euro ma kurs wspólnej waluty. W ciągu roku umocniła się ona do dolara o 20%.
Coraz więcej analityków uważa więc, że silne euro już hamuje wzrost. Potwierdzają to zresztą najnowsze dane. W IV kw. PKB strefy euro zwiększył się o 0,3%. Mniej, niż prognozowali ekonomiści, i mniej niż produkt krajowy brutto całej Unii Europejskiej, włącznie z Wielką Brytanią, Szwecją i Danią, które zachowały własne waluty. PKB Unii wzrósł o 0,4% kwartał do kwartału i o 0,9% w stosunku rocznym. W grudniu zmniejszył się o ponad 6% eksport Włoch do krajów spoza strefy euro i w rezultacie zmalała tam produkcja przemysłowa.
Niższe prognozy