Zakręcenie kurka wynikało z konfliktu Gazpromu z Białorusią. Na początku tego roku rosyjska spółka po raz pierwszy odmówiła dostarczania surowca po wcześniej ustalonych cenach. Przez pewien czas Białoruś kupowała gaz od innych rosyjskich firm. Jednak kontrakty wygasły 18 lutego. W tej sytuacji Gazprom wstrzymał dostawy rurociągiem jamalskim, przez który tranzytem gaz płynie do Polski (zostaje tu 3 mld m3 rocznie) i dalej - do Niemiec (17 mld m3). Zaniepokojenie sytuacją wyraziła Komisja Europejska. Rosjanie wznowili dostawy wczoraj ok. godz. 13.00.
Na szczęście nie ma mrozów
Średnie zużycie gazu w Polsce wynosi, przy umiarkowanych temperaturach, ok. 44 mln m3 na dobę. Gdy temperatura spada znacznie poniżej zera, może się zwiększyć nawet do 50 mln m3. Z Rosji przez Białoruś na dobę dociera do nas 13 mln m3 surowca. Łącznie Polska zużyła w zeszłym roku 6,7 mld m3 gazu kupionego w Rosji (część jest przesyłana m.in. przez Ukrainę). Z Norwegii i Niemiec otrzymaliśmy 1 mld m3, a kolejny 1 mld m3 został kupiony w transakcjach spotowych.
Zwiększyć krajowe wydobycie
- Zwiększyliśmy pobór gazu z magazynów o 15-20%, ale nie za bardzo mamy możliwość zwiększenia dostaw z Zachodu - przyznał na wczorajszej konferencji prasowej Marek Kossowski, szef Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. W magazynach firmy przechowywanych jest 300 mln m3 gazu. Taki zapas jest w stanie zaspokoić cały krajowy popyt maksymalnie przez 7 dni. Prezes PGNiG powiedział również, że firma może zwiększyć krajowe wydobycie o 10%. Obecnie wynosi 7,5 mln m3 na dobę. - Biorąc pod uwagę fakt, że 70% gazu dociera do nas inną drogą, a część wydobywamy w Polsce, to gdyby Gazprom nie wznowił dostaw rurociągiem jamalskim, jesteśmy w stanie w miarę normalnie funkcjonować do 10 marca - stwierdził M. Kossowski. PGNiG próbowało się ratować, zwiększając odbiór gazu w Drozdowiczach, na granicy ukraińskiej.