Przedstawiciele Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa (PZPEiM), do których trafił projekt rozporządzenia, twierdzili, że w sprzedaży bezpośredniej mięsa będą mogły uczestniczyć hipermarkety. PZPEiM obawiał się, że hipermarkety będą traktowane ulgowo. A więc będą musiały spełniać minimalne normy sanitarne, tak jak to jest w przypadku rolników. Na dodatek projekt rozporządzenia miał umożliwiać hipermarketom kupowanie tańszego mięsa np. na bazarach, co zagroziłoby zakładom mięsnym. PZPEiM twierdził, że firmy zajmujące się rozbiorem mięsa poniosły znaczne koszty na przystosowanie się do norm unijnych, co jest jednym z powodów wyższych cen mięsa niż u rolników.

Po alarmach przedstawicieli branży Ministerstwo Rolnictwa dokonało zmian w projekcie rozporządzenia. Określiło, że sprzedaż bezpośrednia będzie dotyczyć tylko i wyłącznie rolników. - Rozwiązania przyjęte w rozporządzeniu wykluczają traktowanie rozbioru mięsa i przetwarzanie prowadzone przez hipermarkety jako sprzedaży bezpośredniej - powiedziała Daria Oleszczuk, wiceminister rolnictwa. Projekt był w uzgodnieniach międzyresortowych, gdzie doprecyzowano wątpliwości. Zmieniono m.in. zapis, który pozwalał w ramach sprzedaży bezpośredniej ulokować na rynku maksymalnie 9,5 tony mięsa i jego przetworów tygodniowo. Teraz producent będzie mógł sprzedać najwyżej 4,5 tony. - O sprzedaży bezpośredniej będzie mowa tylko wtedy, gdy mięso będzie pochodzić z własnej hodowli i będzie trafiać do konsumenta a nie pośredników - powiedziała wiceminister. - W przeciwnym wypadku sprzedający będzie musiał spełniać bardziej rygorystyczne normy sanitarne - dodała.