Z piątkowego debiutu zadowolone było kierownictwo słupskiej spółki, która produkuje plastikowe wiadra i skrzynki. - Właśnie uświadomiłem sobie, że chyba po raz pierwszy w naszej historii cały zarząd jest poza zakładem pracy - żartował na giełdowym parkiecie prezes Waldemar Pawlak. Trzej członkowie zarządu, którzy stawili się na konferencji prasowej, są jednocześnie największymi akcjonariuszami przedsiębiorstwa.
W piątek właściciela zmieniło ponad 172 tys. papierów Plast-Boksu, czyli więcej niż 26% walorów sprzedawanych w publicznej ofercie. - Tak wysokie obroty sugerują, że część inwestorów zdecydowała się od razu zrealizować zyski - stwierdził Sebastian Słomka, analityk Bankowego Domu Maklerskiego PKO BP (biuro wprowadziło spółkę na parkiet). - W szczególności chodzi o instytucje finansowe. Dla niektórych akcje przydzielone im w publicznej subskrypcji są zbyt małą pozycją. Zamykają ją więc z zyskiem. Inni zdecydowali się natomiast uzupełnić portfele - powiedział. Jego zdaniem, w najbliższych dniach kurs Plast-Boksu ustabilizuje się w przedziale 33 zł - 35 zł. - Później spodziewałbym się dalszego wzrostu i przekroczenia granicy 40 zł - ocenił analityk.
Plast-Box w pierwszej połowie lutego sprzedał 650 tys. akcji. Z emisji pozyskał ponad 17,5 mln zł. Środki przeznaczy w głównej mierze na zakup maszyn, spłatę leasingów operacyjnych i finansowych oraz zwiększenie kapitału obrotowego.
- Historia Plast-Boksu, który przez 21 lat przeszedł drogę od zakładu rzemieślniczego do spółki giełdowej, pokazuje w mikroskali zmianę naszej gospodarki - powiedział Wiesław Rozłucki, prezes GPW, witając drugą w tym roku firmę na parkiecie (pierwszy debiutant to ATM Grupa). - Plast--Box jest kolejnym przykładem na to, że giełda jest szansą dla krajowych średnich spółek, które osiągnęły odpowiedni poziom kultury korporacyjnej - dodał.