Sejmowa debata nad nową ustawą o VAT była długa i burzliwa. Zakończyła się w sposób niespodziewany. Posłowie zdecydowali się na wprowadzenie zmian, którym sprzeciwiał się rząd w trakcie prac w komisjach. Sejm na przykład zniósł limit odpisu VAT w przypadku, gdy przedsiębiorcy kupią samochody osobowe. Rząd chciał, aby przedsiębiorca mógł odpisać sobie tylko maksymalnie 3 tys. zł. Opozycja do spółki z koalicją rządzącą zdecydowała na przykład, że wyroby przeznaczone dla dzieci będą objęte preferencyjną, 7-proc. stawką tego podatku (rząd chciał 22%). Posłowie przegłosowali także zwolnienie z VAT-u umów o dzieło czy zleceń.
Na dodatek wkrótce pojawiły się doniesienia, że posłowie co innego chcieli przegłosować, a co innego tak naprawdę zmienili. Przykładem może być obniżona stawka na wyroby dziecięce. Według specjalistów podatkowych, posłowie nie zmienili opodatkowania pieluch i tego typu akcesoriów dla dzieci (nadal objęte są 22-proc. stawką), tylko nałożyli 7% na sanki i tym podobne towary. Także w przypadku zwolnienia z opodatkowania umów o dzieło czy zleceń zdania są podzielone. Eksperci podatkowi twierdzą, że poprawka poselska niczego nie zmieniła i nadal są one obłożone VAT-em.
Jednocześnie - według wyliczeń resortu finansów - poprawki wprowadzone podczas ostatnich głosowań przez Sejm będą w tym roku kosztować budżet przeszło 600 mln zł. Najbardziej dotkliwa jest owa likwidacja limitu odpisu podatku VAT od kupowanych przez przedsiębiorców samochodów. Tylko ona ma kosztować budżet ok. 500 mln zł. Minister finansów Andrzej Raczko zapowiadał, że będzie się starał namówić senatorów do przywrócenia ustawie pierwotnego kształtu.