Mimo że WIG20 zakończył dzień na poziomie zbliżonym do poniedziałkowego zamknięcia, to wtorkowa sesja nie przyniosła uspokojenia nastrojów graczy giełdowych. Wahania w trakcie sesji były znaczące i fakt ten świadczy, że zarówno obawy przed kupowaniem po wysokich cenach, jak i nadzieje na kontynuację trendu są bardzo duże.

Kluczową sprawą dla byków wydaje się obecnie obrona wsparcia, jakie utworzyło się po pokonaniu przez indeks strefy 1742-1756 pkt. We wtorek test ten wypadł pomyślnie. Czy to samo w sobie przyniesie kontynuację zwyżki? Może się tak stać, choć chciałbym zwrócić uwagę na to, że znacząca liczba oscylatorów nie potwierdziła nowego szczytu. To chyba podstawowe zagrożenie dla wzrostu, bo sytuacja na giełdach zagranicznych wydaje się być ustabilizowana. Co więcej, generalnie widać hossę w naszym regionie. Indeks giełdy czeskiej rośnie nieprzerwanie od 2 miesięcy, a węgierski BUX dopiero odnotował nowy wierzchołek.

Dla posiadaczy akcji najważniejszymi wsparciami będą aktualnie: linia trendu łącząca dna świec z 20 listopada ub.r. i 29 stycznia br., która pokrywa się obecnie ze średnią kroczącą z 45 sesji; dalej luka hossy z poniedziałku, w okolicy której przebiega średnia krocząca z 15 sesji i wreszcie 1742-1756 pkt.

Naturalną konsekwencją przełamania oporu powinien być ruch do poziomu 1880 pkt. Przestrzegałbym jednak przed zbytnim optymizmem, gdyż obecny wzrost jest równie dynamiczny i zaskakujący jak spadek sprzed tygodnia. Warto zastanowić się, co takiego zmieniło się wokół rynku, że wpadł on z jednej skrajności w drugą. Odnoszę wrażenie, że nic ważnego poza pozytywną wymową faktu, że indeks Nasdaq nie spadł poniżej 2000 pkt, się nie stało. Decyzja PO w sprawie planu finansowego rządu wydawała się do przewidzenia, podobnie jak i los najważniejszych punktów programu. Jedynym racjonalnym wytłumaczeniem wzrostu jest, a raczej była, udana próba strząśnięcia rynku (praktycznie w trakcie 3 sesji) z mniej cierpliwych i bardziej nerwowo reagujących graczy.