Przyznam, że należałem do tych, którzy oczekiwali, że nowa Rada Polityki Pieniężnej pozwoli sobie jeszcze na jakieś obniżki stóp procentowych w tym roku. Co więcej, uważałem tak nie tylko dlatego, że nowi członkowie rady są, średnio rzecz biorąc, bardziej gołębi od ich poprzedników (w nowym składzie próżno szukać osób o poglądach Marka Dąbrowskiego czy Bogusława Grabowskiego, podobnie jak w poprzednim składzie nie było skrajnych "gołębi" o przekonaniach Stanisława Nieckarza). Uważałem tak, gdyż faza napędzanego eksportem ożywienia i siła procesów inflacyjnych nie wydają się jeszcze uzasadniać restrykcyjnego podejścia do zmian w polityce monetarnej. Można bowiem sobie wyobrazić scenariusz rozwoju sytuacji ekonomicznej w Polsce (wcale nie najmniej prawdopodobny), w którym byłoby miejsce na jedną lub dwie obniżki stóp procentowych w tym roku. Jednak RPP stwierdziła w komunikacie, że "nie wyklucza zmiany nastawienia na restrykcyjne na następnym posiedzeniu", co w praktyce zamknęło drogę dla obniżek stóp procentowych. Z pewnością wskazówka na temat zmiany nastawienia nie pojawiła się przypadkiem. Kilku nowych członków RPP podkreślało wiele razy, że będą chcieli się skupić na poprawie komunikacji z rynkiem finansowym. Twierdzili też, że słownictwo i terminologia muszą byś szczególnie starannie dobierane przy okazji pierwszych decyzji w nowej kadencji RPP. Dodatkowo, część z członków uważała, że nowa RPP będzie musiała na początku kadencji podjąć bardziej jastrzębie decyzje dla utrzymania wiarygodności.
Z pewnością RPP zdołała zrealizować dwa ważne cele: znacznie poprawiła swoją reputację (która wcześniej mogła ucierpieć z powodu mocno "gołębich" poglądów przypisywanych niektórym nowym członkom) oraz wpłynęła na oczekiwania rynku odnośnie do przyszłych zmian stóp procentowych. W tej chwili wydaje się niemal pewne, że w tym roku nie zobaczymy już żadnych obniżek stóp procentowych. Niemniej jednak można mieć wątpliwości, czy wprowadzenie kolejnego nieformalnego instrumentu oddziaływania RPP na rynek - zapowiedzi możliwej zmiany "nastawienia" (chociaż tak naprawdę samo "nastawienie" nie zostało nigdy zdefiniowane przez polskie władze monetarne) - rzeczywiście poprawi przejrzystość polityki pieniężnej i zwiększy przewidywalność decyzji RPP w dłuższym okresie. Szczególnie że RPP nie sprecyzowała warunków, które muszą być spełnione, aby "nastawienie" uległo zmianie, a komunikat - wydany po posiedzeniu - był bardzo podobny do tych z poprzednich miesięcy i nie był, niestety, zbyt pomocny w wyjaśnieniu zamiarów wprowadzenia "restrykcyjnego nastawienia".
Wydaje się jednak, że nawet jeśli nastawienie zostanie zmienione w marcu, nie trzeba się jeszcze obawiać podwyżek stóp procentowych. Być może łatwiej jest to pisać komuś, kto nie spodziewa się negatywnego rozwoju sytuacji na polskim rynku finansowym. Wydaje się, że jest to również pogląd banku centralnego, którego przedstawiciele przy każdej okazji powtarzają, że ostatnie osłabienie złotego jest przejściowe (chyba nie są to tylko "słowne interwencje"). I miejmy nadzieję, że, mówiąc słowami jednego z członków RPP, w najbliższych miesiącach powodzenie planu Hausnera stworzy dla RPP sytuację bardziej komfortową, czyli uwolni Radę od obowiązku bycia przeciwwagą dla tego, co dzieje się w finansach publicznych. Choć, moim zdaniem, ten obowiązek (czyt. mechanizm transmisji wpływu sytuacji w finansach publicznych na przyszłą inflację) również mógłby być przez bank centralny bardziej szczegółowo wyjaśniony.