O ponad 1,5 centa spadła wartość dolara wobec euro, o ponad 20 pkt bazowych obniżyła się rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich, 10 pkt straciły kontrakty na indeks Nasdaq w chwilę po tym, gdy opublikowano w piątek rozczarowujące dane z rynku pracy w USA. Od razu pojawiły się wątpliwości, czy przy tak skromnym wzroście zatrudnienia uda się utrzymać wydatki konsumenckie na obecnym poziomie. Bez tego gospodarka Stanów Zjednoczonych znajdzie się w kłopotach. Uwagę zwracał pierwszy od połowy ub.r. spadek liczby miejsc pracy w branży budowlanej. Potwierdził on wcześniejsze sygnały słabnięcia koniunktury na rynku nieruchomości.
Gwałtowna reakcja inwestorów na piątkowe dane nie może dziwić. Analitycy często zwracają uwagę na występującą prawidłowość pomiędzy sytuacją na amerykańskim rynku pracy i działaniami Fed. Od dwóch dekad bank centralny nie decyduje się na zaostrzenie polityki monetarnej, jeśli gospodarka nie tworzy systematycznie ponad 150 tys. nowych miejsc pracy. W ostatnich sześciu miesiącach powstawało ich przeciętnie zaledwie 61 tys. Natomiast w lutym, po raz pierwszy od połowy 2001 r., dodatnia była 12-miesięczna średnia. Pewna poprawa więc następuje, ale sądząc z badań nastrojów amerykańskich konsumentów, którzy wciąż wskazują trudną sytuację na rynku pracy jako jeden z najważniejszych problemów, jest ona niewystarczająca.
Istnieje jednak szansa na to, że będzie lepiej. Z wyników sondażu przeprowadzonego 3 marca przez zrzeszającego lobbystów Business Roundtable, wynika, że po raz pierwszy od półtora roku więcej zarządzających firmami zamierza w perspektywie kolejnych 6 miesięcy zwiększać zatrudnienie, niż je ograniczać. Jednocześnie ze względu na zwiększenie efektywności działania amerykańskich firm, nie należy oczekiwać przyrostu zatrudnienia w tempie 200-300 tys. miesięcznie.
Piątkowa obniżka rentowności 10-letnich obligacji do najniższego poziomu od połowy lipca ub.r. spowodowała gwałtowną wyprzedaż dolara. Stracił ok. 1/3 tego, co zyskał od połowy lutego. Inwestorzy znów przestali wierzyć w rychłe zmniejszenie dysproporcji wysokości stóp procentowych pomiędzy Eurolandem i USA. A to jest jeden z głównych czynników, który odpycha inwestorów od amerykańskiej waluty.
Bardzo ciekawa będzie ostateczna reakcja giełdowych parkietów. Szybko odrobiły w piątek początkowe straty. Do kupna akcji zachęcał spadek rynkowych stóp procentowych, korzystny dla firm i gospodarki. Jednocześnie zauważalna jest znaczna korelacja pomiędzy indeksami giełdowymi i wskaźnikiem nastrojów konsumentów. Słabe dane z rynku pracy mogą się przełożyć na spadek tego ostatniego. To zaś będzie niekorzystnym sygnałem dla giełd w USA. Piątkowe zamknięcie będzie więc wyznacznikiem aktualnej kondycji tych rynków.