Kończy się wielka wojna o VAT. Ubawu przy tej ustawie było co niemiara. Z jednej strony okazało się, że urzędnicy Ministerstwa Finansów mają niejakie problemy z tłumaczeniem z języków obcych, bo o jasnym wyłożeniu w druku zamiarów ustawowych to nawet nie ma co gadać. Z drugiej zaś okazało się, że senatorowie i posłowie, których partie wciągały nas do Unii Europejskiej prawie za uszy, tak naprawdę niewiele wiedzą o regulacjach, które w UE panują. Dzięki temu głównym argumentem, którym sowicie się obie strony walk o VAT okładały, była "zgodność z VI Dyrektywą". O tym, co to za Dyrektywa, nie będę wspominał. W końcu nie zna jej połowa reprezentantów narodu, więc po co taka wiedza całemu narodowi.
W każdym razie ustawę o VAT mamy prawie z głowy i jak już się obudzimy 1 Maja i wyjrzymy przez okno, wszędzie dookoła będzie widać VAT. I to głównie 22-proc. Na dodatek - nikt z tego nie będzie zadowolony. Nawet ci, którzy lubią procenty.
Ale w tej całej o-VAT-owanej gospodarce nadal pozostanie jedna grupa, której VAT nie dotknie. Kto? Urzędnicy, oczywiście. I tego nie rozumiem. Moim zdaniem, wynika to z przeoczenia. Rząd w pocie czoła pracował nad tym, żeby baza podatkowa rosła wszerz, wzdłuż i wzwyż, że o sobie zapomniał. No, ale jeszcze jest czas. Jeszcze posłowie parę poprawek mogą zgłosić.
Bo w końcu rzecz byłaby bardzo korzystna. Przecież urzędy zamawiają tony papieru, komputery, długopisy, samochody i całe mnóstwo innych rzeczy, które nawet jeśli teraz nie są objęte podatkiem VAT, to wkrótce będą. A ponieważ z VAT są zwolnione, nie mogą odliczyć podatku od zakupionych towarów. Jaka to strata dla budżetu!
Proszę mi tylko nie mówić, że to byłoby przelewanie z jednej kieszeni do drugiej. Budżet nie takie rzeczy już robił i nikt nic nie mówił. Poza tym - sprawa by się zbilansowała. Państwo miałoby nieco mniejsze wpływy z VAT od państwa, ale za to mniej wydawałoby na państwo. Choć - jakby o-VAT-ować produkcję urzędów, to państwo wydawałoby więcej na zakupy usług od państwa. Czyli nawet i wydatki, i dochody by się nie zmieniły.