Reklama

Ustawa plus 22 procent VAT

Rząd w pocie czoła pracował nad bazą podatkową, ale o sobie zapomniał. A szkoda!

Publikacja: 10.03.2004 09:05

Kończy się wielka wojna o VAT. Ubawu przy tej ustawie było co niemiara. Z jednej strony okazało się, że urzędnicy Ministerstwa Finansów mają niejakie problemy z tłumaczeniem z języków obcych, bo o jasnym wyłożeniu w druku zamiarów ustawowych to nawet nie ma co gadać. Z drugiej zaś okazało się, że senatorowie i posłowie, których partie wciągały nas do Unii Europejskiej prawie za uszy, tak naprawdę niewiele wiedzą o regulacjach, które w UE panują. Dzięki temu głównym argumentem, którym sowicie się obie strony walk o VAT okładały, była "zgodność z VI Dyrektywą". O tym, co to za Dyrektywa, nie będę wspominał. W końcu nie zna jej połowa reprezentantów narodu, więc po co taka wiedza całemu narodowi.

W każdym razie ustawę o VAT mamy prawie z głowy i jak już się obudzimy 1 Maja i wyjrzymy przez okno, wszędzie dookoła będzie widać VAT. I to głównie 22-proc. Na dodatek - nikt z tego nie będzie zadowolony. Nawet ci, którzy lubią procenty.

Ale w tej całej o-VAT-owanej gospodarce nadal pozostanie jedna grupa, której VAT nie dotknie. Kto? Urzędnicy, oczywiście. I tego nie rozumiem. Moim zdaniem, wynika to z przeoczenia. Rząd w pocie czoła pracował nad tym, żeby baza podatkowa rosła wszerz, wzdłuż i wzwyż, że o sobie zapomniał. No, ale jeszcze jest czas. Jeszcze posłowie parę poprawek mogą zgłosić.

Bo w końcu rzecz byłaby bardzo korzystna. Przecież urzędy zamawiają tony papieru, komputery, długopisy, samochody i całe mnóstwo innych rzeczy, które nawet jeśli teraz nie są objęte podatkiem VAT, to wkrótce będą. A ponieważ z VAT są zwolnione, nie mogą odliczyć podatku od zakupionych towarów. Jaka to strata dla budżetu!

Proszę mi tylko nie mówić, że to byłoby przelewanie z jednej kieszeni do drugiej. Budżet nie takie rzeczy już robił i nikt nic nie mówił. Poza tym - sprawa by się zbilansowała. Państwo miałoby nieco mniejsze wpływy z VAT od państwa, ale za to mniej wydawałoby na państwo. Choć - jakby o-VAT-ować produkcję urzędów, to państwo wydawałoby więcej na zakupy usług od państwa. Czyli nawet i wydatki, i dochody by się nie zmieniły.

Reklama
Reklama

Ale taka zmiana dawałaby sporo możliwości. Przede wszystkim wreszcie byłoby wiadomo, ile kosztuje to, co wytwarzają nasze urzędy i ich rezydenci. Przykładowo - kancelaria premiera zamawiałaby w resorcie finansów nowelizację ustawy o VAT. Resort finansów za jakiś czas oddawałby projekt, do tego fakturę z ceną plus 22%. I już wiadomo - że za ustawę, która wszystkich doprowadziła do białej gorączki, państwo zapłaciło tyle i tyle. Poza tym - można byłoby i w tej dziedzinie wprowadzić konkurencję. A wiadomo - konkurencja jest dobra na wszystko. Ot, nad ustawą o biopaliwach mogłyby pracować równocześnie ministerstwa rolnictwa, ochrony środowiska, finansów czy infrastruktury. No i jeszcze resort kultury, bo czemu nie. A kancelaria premiera mogłaby wybierać w lepszych i tańszych projektach. Może wreszcie resorty zaczęłyby dbać o koszty, żeby zaproponować lepszą ofertę.

Inna sprawa, że mogłoby się okazać - jak zwykle - że z wielkimi państwowymi molochami - ministerstwami wygrywają niewielkie prywatne firmy. I że - co i tak już wielu podejrzewa - połowa obecnych resortów nie jest w stanie dobrze zrobić nawet najprostszej rzeczy. Jednak - nie musiałoby to oznaczać, że resorty takie padną jak padły huty czy kopalnie. Zawsze pozostałby im eksport. W końcu wiele polskich firm żyje z tego, że do mniej zamożnych krajów sprzedaje maszyny gorsze niż wytwarzają ich lepsi - oraz drożsi - konkurenci z firm zachodnich. Tak samo mogłoby być z ustawami. Na pewno na wiele z nich znaleźliby się chętni w Mozambiku czy Bangladeszu, a Sejm wreszcie przestałby uchwalać każde badziewie, które wyjdzie z urzędu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama