Informacje przedstawione przez Departament Handlu zaskoczyły ekonomistów. Spodziewali się, że deficyt będzie niższy niż w grudniu (wstępnie 42,5 mld USD, wczoraj uaktualniono dane - wyniósł 42,7 mld USD) i wyniesie 42 mld USD. Powodem miał być wzrost eksportu za sprawą kilkuprocentowej przeceny dolara w stosunku do koszyka głównych walut. Tymczasem deficyt okazał się wyższy od rekordowych 43 mld USD z marca zeszłego roku.
W styczniu import do USA spadł nieznacznie - o 0,5%, do 132,1 mld USD - ze 132,8 mld USD odnotowanych w grudniu, najwyższego poziomu w historii. Amerykańskie firmy nadal odbudowywały zapasy, wydrenowane przez konsumentów w drugiej połowie ub.r. Spadek importu mógłby być jednak większy, gdyby nie wysokie ceny ropy naftowej, jednego z podstawowych towarów kupowanych za granicą, które w styczniu ponownie osiągnęły notowania z marca ub.r.
Wbrew oczekiwaniom ekspertów, wartość wyeksportowanych przez Amerykanów dóbr i usług skurczyła się o 1,2%, najbardziej od sierpnia zeszłego roku, i wyniosła 89 mld USD. Eksport produktów żywnościowych zmniejszył się o 7,9%. Najbardziej, aż o 40%, do najniższego poziomu od listopada 1993 r., spadła sprzedaż za granicę mięsa i drobiu. Nic w tym dziwnego, jeśli pamiętać o nałożonym przez 40 krajów pod koniec grudnia zakazie przywozu z USA wołowiny, po wykryciu tam przypadku choroby wściekłych krów.
Bolączką administracji prezydenta George'a Busha nadal pozostaje deficyt w wymianie z Chinami. W styczniu powiększył się w stosunku do poprzedniego miesiąca o 1,6 mld USD, do 11,5 mld USD. Można zatem oczekiwać, że w niedalekiej perspektywie Amerykanie ponownie podejmą temat uwolnienia chińskiej waluty - juana.