Dane o wysokości wskaźnika opublikował 13 lutego jako pierwszy serwis informacyjny Market News International, jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem indeksu przez uniwersytet. Dopiero "dużo później" - według rzeczniczki University of Michigan Julie Peterson - uczelnia rozesłała dane do swoich klientów. Władze Market News zaprzeczają jednak, jakoby otrzymały raport przed czasem.

Wysokość lutowego wskaźnika miała wpływ na przebieg giełdowych notowań. Wstępne dane wskazywały bowiem na spadek wskaźnika ze 103,8 pkt w styczniu do 93,1 pkt, znacznie poniżej oczekiwań ekonomistów. Już na długo przez "zwolnieniem" raportu, na rynkach w Londynie i Nowym Jorku krążyły pogłoski o tym, że raport będzie dużo gorszy od prognoz. Spowodowało to m.in. wzrost cen obligacji i spadek kursu dolara. - To oczywiste, że ktoś uzyskał dostęp do naszych danych - twierdzi J. Peterson. - Kradzież informacji traktujemy bardzo poważnie - dodaje.

Richard Curtin, dyrektor programu badań kosumenckich uniwersytetu zapewnił, że po ujawnieniu afery uczelnia podjęła wszystkie możliwe kroki, aby zapobiec powtórzeniu się sytuacji.

Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) od dłuższego czasu krytycznie odnosi się do trybu publikowania wskaźnika przez Uniwersytet Michigan. Zastrzeżenie budzi tryb rozsyłania raportu w pierwszej kolejności płacącym subskrybentom, zanim wyniki badań zostaną podane do wiadomości publicznej. Władze uczelni utrzymywały, że procedura jest jak najbardziej zgodna z prawem.

Drugi kluczowy wskaźnik nastrojów konsumentów publikuje w USA organizacja Conference Board, która przekazuje mediom informacje na 30 minut przed publikacją wysokości indeksu w każdy ostatni wtorek miesiąca. Podobnie jest z raportami rządowymi - otrzymują je dziennikarze w zamkniętych pomieszczeniach budynków federalnych i mogą przekazać je do swoich redakcji dopiero o określonej godzinie.