We wtorek rano kontrakty odbiły się od wsparcia, wyznaczonego przez linię łączącą dołki ze stycznia i lutego. Wczoraj byki próbowały jak najbardziej oddalić wykres od tej bariery, ale robiły to bez przekonania. Ostatecznie sesja nie przyniosła jednoznacznych sygnałów. Marcowe futures zyskały 14 pkt, dzięki czemu prawie w całości odrobiły poniedziałkowe straty.
Od początku roku notowania przez większość czasu krążą wokół 1750 pkt. Pomimo, że obserwujemy stopniowy wzrost, to trudno mówić o klarownym trendzie. To nie ułatwia zadania zwolennikom inwestowania zgodnie z trendem. Przełamanie krótkoterminowego wsparcia w postaci lutowego szczytu raczej odebrało siły niedźwiedziom niż umocniło ich pozycję. Na wykresie kontynuacyjnym dwie ostatnie sesje można traktować jako ruch powrotny do przebitego wsparcia. Jednak takiej interpretacji nie da się odnieść do wykresu czerwcowej serii kontraktów, na której wczoraj obroty były już prawie takie same jak na wygasającej serii marcowej.
W związku z tym wydaje się, że kluczowe znaczenie ma linia biegnąca po dołkach ze stycznia i lutego. Dopóki nie zostanie przełamana, istnieje szansa na powrót do wzrostu w ramach niestabilnej tendencji, trwającej od początku roku. Natomiast zamknięcie poniżej 1721 pkt będzie wyraźnym ostrzeżeniem przed zmianą trendu. Zachęci do zmiany spojrzenia na rynek. Uzasadnione stanie się przypuszczenie, że od stycznia mieliśmy do czynienia z dystrybucją. Jej zakończenie sprowadzałoby na rynek trwalszą przecenę.
Rolę wsparcia na poziomie 1721 pkt zwiększa przebiegająca na tej wysokości średnia krocząca z 45 sesji. Zatrzymała ona dwie poprzednie korekty. Główną barierę dla wzrostów wyznacza marcowa górka przy 1830 pkt. 30 pkt wyżej znajduje się linia oporu, łącząca kolejne szczyty od stycznia.