Resort finansów kończy rozmowy z NBP na temat współpracy przy przepływach środków z Unii Europejskiej. Zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami, bank centralny będzie prowadził rachunki, na które te pieniądze będą napływać, a wypłacać je będzie na żądanie resortu finansów. Do ustalenia pozostało kilka kwestii. Jak powiedziała Beata Rudzka z Departamentu Instytucji Płatniczej MF, umowa powinna zostać podpisana do końca marca, najpóźniej na początku kwietnia.
- Komisja Europejska 1 maja powinna znać numery rachunków - stwierdziła. - Musimy więc je wcześniej wysłać.
Bez względu jednak na to, kiedy zostanie zawarta umowa między NBP a resortem finansów w sprawie pieniędzy unijnych, jedno jest pewne - większość euro z Brukseli ominie rynek. Nie ma co liczyć, że unijne miliardy podbiją kurs złotego.
To byłoby możliwe, gdyby środki z UE były wymieniane na rynku i gdybyśmy mieli nadwyżkę pomiędzy tym, co nasz kraj wpłaci do kasy Komisji Europejskiej i tym, co z niej dostanie. Tego, czy taka nadwyżka będzie, jeszcze nie wiadomo. Wiadomo jednak, że wymianą środków będzie się zajmował NBP.
Co to oznacza? Jeśli rząd - na rachunki Komisji Europejskiej prowadzone przez bank centralny - wpłaci złote i będzie trzeba je wymienić na euro, NBP sprzeda część rezerw walutowych. Powiększy to jego zysk, wypłacony następnego roku budżetowi. Jeśli zaś trzeba będzie wymienić euro, wpłacone przez Brukselę, na złote, bank centralny zaliczy wspólną walutę do swoich rezerw dewizowych, a w zamian wydrukuje polskie pieniądze. Taka sama operacja będzie miała miejsce, jeśli trzeba będzie wypłacić środki z funduszy strukturalnych czy spójnościowych w złotych.