Marcowe futures rozpoczęły sesję na poziomie 1734 pkt, czyli 0,3% powyżej czwartkowego zamknięcia. W ciągu kolejnych trzech minut handel odbywał się na tej samej wysokości, a wolumen wyniósł 67 kontraktów. Ze względu na to, że piątek był ostatnim dniem notowania tej serii, zarówno oferty kupna, jak i sprzedaży były niewielkie. O godzinie 9.02,59 na rynek trafiło duże zlecenie sprzedaży, które zepchnęło notowania do poziomu 1669 pkt.
- Jeden z inwestorów złożył zlecenie sprzedaży 500 kontraktów z niskim limitem. Przeanalizowaliśmy tę sytuację i ponieważ nie budziła ona naszych podejrzeń, nie informowaliśmy o niej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd - mówi Marcin Mizgalski, dyrektor Działu Marketingu GPW. Mimo to KPWiG sama zajęła się sprawdzeniem omawianego wydarzenia. - Jesteśmy w trakcie badania tej sprawy. Z pierwszych informacji otrzymanych w biurze maklerskim, z którego wyszło zlecenie, wynika, że było to świadome działanie inwestora. Skala tego zdarzenia nie była duża i trudno doszukać się tu prób manipulowania kursem. Tak duży spadek wynikał najprawdopodobniej z małej płynności wygasającej serii - informuje Piotr Biernacki, zastępujący rzecznika prasowego KPWiG.
Komentarz
Z analizy napływających w trakcie sesji informacji o otwartych pozycjach, można dojść do wniosku, że inwestor zamykał posiadane długie pozycje. Dziwić może jednak sposób, w jaki to zrobił, a za wytłumaczenie przeceny trudno przyjąć małą płynność rynku. Złożone zlecenie opiewało na maksymalną liczbę, jaka jednorazowo przyjmowana jest przez system Warset.
Arbitrażyści sprzedawali akcje