Podobnie jak w Polsce rząd węgierski zmaga się z trudną sytuacją finansów publicznych. W tym roku deficyt budżetowy ma wynieść 4,6% PKB (około 4,5 mld USD). Z tego powodu politycy z partii rządzącej uznali, że oszczędności trzeba szukać w wielu dziedzinach, w tym także w zakresie wydatków na leki. Dążą do tego, by od 1 kwietnia przez następne 6 miesięcy firmy farmaceutyczne zwróciły do funduszu zdrowia 15% przychodów ze sprzedaży refundowanych leków. - Pół roku wystarczy, abyśmy wypracowali odpowiednie długoterminowe porozumienie z sektorem farmaceutycznym - powiedział Istvan Toth, reprezentujący grupę roboczą ds. ochrony zdrowia partii socjalistycznej.
Większość przedsiębiorstw farmaceutycznych sprzeciwia się planom polityków. 32 z 170 firm zadeklarowało, że nie zamierza oddać pieniędzy do funduszu zdrowia. Obawiają się spadku rentowności czy zamieszania w rozliczeniach z sieciami dystrybucyjnymi. Jednocześnie firmy mogą próbować zrekompensować sobie ubytek zysków na lekach refundowanych poprzez podwyżkę cen farmaceutyków nierefundowanych.
Największy producent na Węgrzech - Gedeon Richter odrzucił żądania resortu zdrowia. Firma szacuje, że gdyby przyszło jej wspomagać OEP, to musiałaby wyłożyć 14,6--17 mln USD, co odpowiada w przybliżeniu 10% ubiegłorocznego zysku netto. Lider argumentuje, że wielokrotnie sugerował przez ostatnie lata rządowi, w jaki sposób można ograniczyć wydatki na leki. Podobnie zdecydowane stanowisko przyjęły władze Egis, trzeciej największej firmy farmaceutycznej na rynku węgierskim. Jednocześnie producenci leków twierdzą, że rząd w ten sposób łamie dane słowo - latem 2003 roku deklarował, że nie będzie tego rodzaju nacisku na firmy farmaceutyczne.