W wyniku piątkowego spadku WIG20 przełamał trend wzrostowy trwający od listopada. Linię tej tendencji można prowadzić na kilka sposobów, w zależności od tego czy za punkt początkowy przyjmiemy dołek z 21 listopada, czy też dołek z 8 grudnia i od tego, jaką skalę zastosujemy. We wszystkich przypadkach efekt jest jednak ten sam: piątkowe zamknięcie wypadło znacznie poniżej linii. Z drugiej strony wiarygodność sygnału trochę obniża odbicie pod koniec sesji, widoczne na wykresie dziennym jako dolny knot świecy. To nie do końca pasuje do typowego scenariusza przełamania linii trendu, a na ruch powrotny jest chyba za wcześnie.
Mniej więcej od stycznia wzrost odbywał się wewnątrz kanału, którego dolnym ograniczeniem była linia przełamana w piątek, a górne przebiega przez szczyty ze stycznia i marca. Na podstawie szerokości tego kanału można oszacować minimalny zasięg spadku. Daje to poziom 1600 pkt, czyli okolice dołka z 29 stycznia. W innej sytuacji mógłby to być zasięg całego spadku. Obecnie jednak wiele wskazuje na to, że szykuje się korekta całej hossy rozpoczętej jesienią 2002. Oznaczałoby to znacznie większą zniżkę, a poziom 1600 pkt mógłby być najwyżej punktem startowym dla jakiegoś odbicia.
Za tym, że niedawne wzrosty były ostatnią fazą hossy przemawia teoria Elliota, rozległe negatywne dywergencje na oscylatorach oraz moda na spółki o niskiej kapitalizacji lub niepewnej sytuacji finansowej. Najbliższym wsparciem jest dołek z 25 lutego na poziomie 1660 pkt. Jego przełamanie byłoby kolejnym sygnałem świadczącym o zmianie głównego trendu na spadkowy. Z kolei piątkowe przełamanie mogłoby zostać zanegowane w przypadku silnego wzrostu wynoszącego indeks z powrotem nad linię. Linia jednak stale rośnie, więc wzrost ten musiałby albo nastąpić w najbliższych dniach, albo być bardzo dynamiczny. Drugim sygnałem w pewnym stopniu zaburzającym pesymistyczny scenariusz byłoby przełamanie linii trendu spadkowego biegnącej przez szczyty z 8 marca i ostatniej środy.