W przedwyborczych rankingach obaj kandydaci idą łeb w łeb. W sondażu opublikowanym w sobotę, przeprowadzonym na zlecenie "Newsweeka", obaj uzyskali 48--proc. poparcie. Bardzo możliwe, że znowu - jak ostatnim razem, gdy Bush wygrywał z Alem Gore'm - decydować będzie przewaga kilkuset głosów w jednym ze stanów.
170 mln dolarów
za zwycięstwo?
Wyborcza kampania, szczególnie w USA, to wielkie widowisko reklamowe, nie ustępujące kampaniom promocyjnym największych koncernów. Nie ma zatem wątpliwości, że na wynik w głosowaniu - być może na te kilkaset głosów właśnie - w jakiś sposób wpłyną pieniądze przeznaczone na kampanię. A tych, na razie, zdecydowanie więcej zebrał urzędujący prezydent.
Popierany przez Republikanów Bush, który środki zaczął gromadzić już w maju zeszłego roku, pozyskał dotąd ponad 165 mln USD. Zamierzeniem jego komitetu było zebranie 170 mln USD, i ten cel już niedługo zostanie zrealizowany. Na razie Bush "oszczędza" - w ub. miesiącu na konto jego kampanii wpłynęło 13,8 mln USD, a koszty wyniosły 8,2 mln USD. Do dyspozycji pozostaje mu coraz większa kwota - na koniec lutego przekroczyła 110 mln USD.