Ponad 16 tys. otwartych pozycji "znało" wczoraj kierunek kolejnego ruchu indeksu. Ja za to wyjątkowo niechętnie zabieram teraz głos w tej sprawie. Dla usprawiedliwienia, naciągając nieco fakty pod wygaśnięcie marcowej serii, mogę tylko dodać, że liczba pozycji pewnych kolejnego ruchu zmalała od piątku o 5 tys. Dylemat w ocenie zachowania rynku wynika choćby z wiarygodności piątkowych sygnałów sprzedaży, których ewentualne wystąpienie z góry kwestionowałem jako skażone arbitrażem. Poniedziałkowa sesja miała wyjaśnić, na ile słuszne było przymknięcie oczu na taką techniczną zapowiedź głębokiej wyprzedaży, na którą rynek, moim zdaniem, nie jest jeszcze gotowy.

Ciężko jednak uznać, że sesja z obrotem zaledwie 200 mln na akcjach z WIG20 wyjaśniła te wątpliwości. Tym bardziej że po pierwsze, indeks w wąskiej konsolidacji większość notowań krążył wokół poziomu zamknięcia, kończąc tutaj notowania. Po drugie, rodzące się w bólach odreagowanie zostało przerwane nie naporem podaży, ale strachem całego świata przed kolejnymi zamachami terrorystycznymi, inspirowanymi przez Hamas.

Emocje są złym doradcą, więc na takich sesjach odczytanie prawdziwego oblicza rynku jest bardzo utrudnione. Może więc pomoże analiza techniczna? Ale tu właśnie największe dylematy. Przykładowo - czy ważniejsza jest linia trendu przełamana już na indeksie, czy wykres samych kontraktów, gdzie klin zwyżkujący został utrzymany? A jeśli w sporze uwzględnić zmianę serii z marcowej na czerwcową notowaną około 30 pkt. wyżej? Łamany kołem powiedziałbym, że o ile SLD nie wymyśli bardziej widowiskowego sposobu samozagłady, to rynek spróbuje odrabiać ostatnie straty i dopiero brak popytu w tej fazie mógłby dać sygnał do następnej przeceny.