Podobnie jak wiele razy w przeszłości, nasz rynek stwarza wrażenie dużej odporności na przecenę na zagranicznych giełdach. To skłania do zastanowienia, czy jest to jedynie pozorna siła, wynikająca z powstrzymywania się posiadaczy akcji z ich wyprzedażą, czy też rzeczywista, za którą stoją konkretne pieniądze. Wczorajsza sesja nie pomogła w rozwianiu tych wątpliwości. Popyt skupił się na dwóch charakterystycznych firmach: KGHM i Agorze. Pierwsza była motorem napędowym rozpoczętej rok temu zwyżki, druga jej głównym "hamulcowym" - w tym tygodniu odbiła się od minimum sprzed roku. Głównie dzięki tym spółkom WIG dopełnił ruch powrotny do pokonanej w miniony piątek dolnej granicy kanału wzrostowego, obejmującego notowania od początku roku. Tę formację można interpretować jako okres dystrybucji papierów po wielomiesięcznej zwyżce. Wieńczyłaby ona czas dominacji kupujących i zapowiadała trwalsze ochłodzenie nastrojów.

Zauważmy też, że WIG na przełomie lutego i marca przebił poprzednie historyczne maksimum sprzed 4 lat. To jednak nie dało nowego impulsu do zwyżki. Wręcz przeciwnie - uaktywniło sprzedających. Indeks wrócił do pokonanego oporu. W związku z tym obrona okolic 23 tys. pkt stanowi w tej chwili najważniejsze wyzwanie dla popytu. Spadek poniżej tego poziomu potwierdzi pesymistyczne sygnały, jakie warszawski parkiet wygenerował w ubiegłym tygodniu.

Zachowanie dojrzałych rynków nie pozostawia wątpliwości, że rozpoczęła się na nich silna korekta blisko rocznego ruchu w górę. Indeksy dopiero co opuściły formacje wierzchołkowe. Patrząc na DAX i FT-SE 100, które po 2 tygodniach zniżki znalazły się na najniższym poziomie od 4 miesięcy i sięgnęły średniej kroczącej z 200 sesji, najlepiej widać, że rynki wykazują oznaki słabości już od dłuższego czasu. Najpierw przejawiało się to wytraceniem tempa wzrostu, teraz dość gwałtownym odwróceniem koniunktury. Zakładam, że u podstaw wyprzedaży leżą mocno wyśrubowane wyceny akcji na świecie. Skoro u nas są one równie mało atrakcyjne, nie ma powodów, aby korekta tych wycen nie dotknęła także warszawskiego parkietu.