Odkąd prezydent USA Bill Clinton podczas kampanii wyborczej powiesił tabliczkę "Gospodarka, głupku!" czy jakoś tak, ten motyw powtarza się dość często. Oczywiście, w naszych warunkach wprowadzono twórcze zmiany. W rezultacie - nieważne, jaka byłaby pierwsza część hasła, prawdziwa jest tylko druga. I to bez względu na przynależność polityczną - że tak powiem - hasłodawcy czy raczej hasłoplagiatora.
Znając tę prawidłowość, postanowiłem sobie na iście diaboliczny plan - zamianę miejsc. Może reguła, że najważniejsze jest to, co na drugim miejscu, sprawdzi się po raz kolejny.
Od pewnego czasu bowiem jesteśmy obserwatorami zjawiska, które dla własnych potrzeb określam "mistrzostwami świata w piłce nożnej", choć dotyczy to inwestycji zagranicznych. Wszyscy zaczynają się interesować, czy jakaś duża firma zainwestuje u nas dużo pieniędzy. Robi się szum medialny, rząd pręży muskuły - niczym ekipa trenerska polskiej reprezentacji w piłce nożnej - wszyscy zaczynają oceniać, jak duże mamy szanse i co możemy zdobyć. A efekt - zawsze ten sam. Dostajemy do zera i następnego dnia już nikomu się nawet na ten temat nie chce gadać.
Normalny człowiek po kilka takich porażkach dałby sobie spokój. Jak się w kółko przegrywa, to najwyraźniej trzeba poszukać innych dróg rozwoju i rozejrzeć się za czymś, co się robi dobrze. Z państwami jest inaczej - w końcu mają one tłumy urzędników, dla których ta cała kołomyja jest sednem istnienia. Gdyby z niej zrezygnować, posady straciłaby spora rzesza całkiem dobrych specjalistów od niezdobywania inwestycji zagranicznych. Więc - po jednej przegranej różnego rodzaju PAIZ-y zaczynają przygotowania do następnej. Grunt, żeby kasa się zgadzała.
Tymczasem - moim zdaniem - ktoś powinien jednak taką decyzję podjąć i powiedzieć wprost - odpuszczamy sobie wielkie inwestycje zagraniczne. Trudno - w te klocki jesteśmy kiepscy i nie ma sensu w kółko tego udowadniać. Zajmijmy się ułatwieniami w tworzeniu i rozwoju małych firm. One także dają miejsca pracy, a chętnym do ich zakładania nie trzeba płacić. No i można na tym jeszcze zaoszczędzić - choćby na wydatkach na nieskuteczne podróże zagraniczne panów z PAIZ-u, czy jak to się teraz nazywa.