PO zapowiedziała złożenie wniosku o samorozwiązanie parlamentu. - Ten stan rzeczy nie może dłużej trwać - powiedział Donald Tusk, szef Platformy. PO liczy, że wniosek zostanie rozpatrzony na przełomie marca i kwietnia i nowe wybory będzie można przeprowadzić w czerwcu jednocześnie z wyborami do Parlamentu Europejskiego.
Łącznie opozycja może zebrać 159 z 231 potrzebnych głosów. Wynik będzie więc zależał od SLD. - Jeśli oni sami nie zdecydują, że czas odejść, to nie ma co myśleć o wcześniejszych wyborach - twierdzi Janusz Lewandowski z PO. Opozycja nie wierzy, że SLD sam zdecyduje się zejść ze sceny. - SLD już stracił wszystko co mógł, łącznie z godnością, i będzie trwać do końca kadencji - uważa Andrzej Lepper, przewodniczący Samoobrony. Podobnego zdania jest poseł J. Lewandowski. - Jedynym motorem, który może popchnąć SLD do takiego zachowania, jest dalszy spadek poparcia społecznego - mówi. - SLD zdecyduje się skrócić kadencję, jeśli zbliży się do 5-proc. poparcia. Wtedy dojdzie do wniosku, że jedynym sposobem, aby zahamować tę tendencję, jest rozpisanie przedterminowych wyborów - dodaje poseł PO.
Większy optymizm wykazuje przewodniczący LPR Roman Giertych, który nie wyklucza, że sami posłowie SLD mogą dołączyć się do wniosku.
- U nich panuje taka degrengolada, że nie wiadomo, co może się zdarzyć - powiedział R. Giertych. Wszystko więc w rękach SLD. Jednak nawet posłowie, którzy zdecydowali się odłączyć od SLD i stworzyć własną partię, nie widzą dużych szans na przedterminowe wybory. Zdaniem Andrzej Celińskiego, który znajdzie się w nowej partii, mogłoby do nich dojść tylko wtedy, gdyby nie można było realizować programu naprawy finansów publicznych. - Jeśli nie zbierze się w parlamencie większości dla pakietu ustaw wchodzących w skład planu Hausnera, wtedy powinno się zagłosować za skróceniem kadencji - uważa A. Celiński.
Donald Tusk, przewodniczący PO, zapowiedział, że jego partia będzie czwartą partią opozycyjną, która zagłosuje za przedterminowymi wyborami