Po dwóch dniach spadków ceny miedzi znowu zaczęły wczoraj rosnąć. Przyczyniły się do tego raport o ponownym zwiększeniu zamówień na dobra trwałe w USA, a z drugiej strony, kolejna prognoza zapowiadająca niedobór podaży tego metalu w tym roku. Zamówienia na artykuły przemysłowe w lutym zwiększyły się o 2,5% i był to czwarty wzrost tego wskaźnika w ostatnim półroczu. Poza tym był większy o 1 pkt proc. niż przewidywali analitycy. Na rynku metali odebrano tę wiadomość jako zapowiedź wzrostu produkcji w USA, a więc tym samym większego popytu na miedź używaną przy wytwarzaniu np. samochodów czy pralek. Amerykańska firma Phelps Dodge Corp., drugi na świecie producent miedzi, opublikowała prognozę, z której wynika, że w tym roku nadwyżka popytu na ten metal przewyższy jego produkcję o pół miliona ton. Według tego samego źródła, Chiny zwiększyły w ub.r. zużycie miedzi o 20%, do 3 mln ton. Jednocześnie wiadomo, że druga co do wielkości kopalnia miedzi na świecie, indonezyjska Grasberg, zmniejszy w tym roku wydobycie o 180 tys. ton w następstwie dwóch katastrof obsunięcia ziemi. Na Londyńskiej Giełdzie Metali tona miedzi z dostawą za trzy miesiące kosztowała wczoraj 2962 USD, wobec 2936 USD na wtorkowym zamknięciu.
Ropa naftowa zdrożała wczoraj przed południem prawie o 1%. W ten sposób uczestnicy rynku zareagowali na informację o pożarze rurociągu na południu Iraku. Obawiano się zakłóceń dostaw z tego kraju, zwłaszcza że pożar wybuchł w pobliżu głównej irackiej bazy składowej w Al-Faw. Nastroje trochę uspokoił komunikat rzeczniczki amerykańskich władz na tym terenie, która poinformowała, że "przyczyną pożaru było raczej przerwanie słabej konstrukcji rurociągu niż akcja sabotażowa". Przed opublikowaniem raportu o stanie rezerw ropy w USA jej cena spadła poniżej poziomu wtorkowego zamknięcia. Gdy po południu okazało się, że amerykańskie zapasy wzrosły w minionym tygodniu o 7,5 mln baryłek i są najwyższe od listopada, ropa staniała jeszcze bardziej. Na Międzynarodowej Giełdzie Paliwowej w Londynie baryłka ropy gatunku Brent z dostawą w maju kosztowała po południu 32,80 USD, wobec 33,31 USD na wtorkowym zamknięciu.
Kontrakty terminowe na złoto staniały wczoraj po raz pierwszy od ośmiu sesji. Przyczyną było umocnienie się dolara wobec euro po wypowiedzi szefa EBC, sugerującej obniżenie stóp procentowych. Uncja złota staniała na nowojorskim rynku Comex o 3,8 USD (0,9%), do 416,2 USD.