Reklama

Węgry Japonią Starego Kontynentu

Wzorem dla giełdy akcji z Europy Środkowej jest ostatnio rynek w Tokio. W piątek tamtejszy Nikkei 255 zyskał 2,1% i zamknął sesję na poziomie 11 770,7 pkt, najwyższym od 3 czerwca 2002 roku.

Publikacja: 27.03.2004 08:56

Na rynku w Tokio właśnie rozpoczyna się 12. miesiąc wzrostów. Wartość Nikkei 225 jest dziś 55% większa niż pod koniec kwietnia zeszłego roku i wcale nie wygląda na to, żeby to miał być koniec. Na wykresie indeksu wskazać można przynajmniej dwie formacje, zapowiadające kontynuację zwyżki: odwróconą głowę z ramionami i flagę. Budowanie pierwszej, większej formacji, zakończyło się pod koniec lutego. Z jej wysokości wynika, że Nikkei dotrze do 12,6 tys. punktów. Flaga to efekt działania sił rynkowych w ostatnich trzech tygodniach. Formacja stanowiła zarazem ruch powrotny do linii szyi odwróconej głowy z ramionami. Wynika z niej, że Nikkei 225 osiągnie 12,1 tys. pkt. Główna linia trendu wzrostowego zbliża się do 11 tys. punktów i gdyby coś "poszło nie tak", będzie stanowić najważniejsze wsparcie w średnim terminie. Analiza techniczna wskazuje jednak, że najbliższe sesje upłyną pod znakiem hossy na rynku w Tokio.

W ślad za Tokio

Dalekowschodnie wzorce starają się naśladować rynki akcji w Budapeszcie i Warszawie. W czasie kiedy giełdy amerykańskie i zachodnioeuropejskie jedynie odrabiają straty po ostatnich spadkach, w naszym regionie trwa próba powrotu do hossy. Przynajmniej na Węgrzech częściowo udana (WIG20 po udanej sesji czwartkowej w piątek nieco stracił impet). Po wzroście na piątkowej sesji BUX miał najwyższą wartość w historii, ale nie zdołał zamknąć sesji powyżej 11 tys. pkt. Narysowany na wykresie kanał sugeruje, że już na początku tygodnia z kontynuacją hossy będą problemy. Najbliższe wsparcie to 10,4 tys. pkt. Niedużo niżej znajduje się główna linia trendu wzrostowego.

Na Zachodzie bez zmian

Amerykańskie i zachodnioeuropejskie rynki akcji próbują odrabiać straty po ostatniej przecenie. Jednak sukcesy byków są niewielkie. Na razie nie udało się zanegować sygnałów sprzedaży, które w przypadku niektórych indeksów wyglądają bardzo poważnie. Spójrzmy na przykład na wykres niemieckiego DAX wraz ze wskaźnikiem MACD, sporządzony w ujęciu tygodniowym. Po raz pierwszy od listopada 2002 roku MACD spadł poniżej średniej, dając tym samym sygnał sprzedaży. W trakcie ostatniej hossy wskaźnik potwierdzał wzrosty, dwukrotnie kończąc spadkowe korekty właśnie na wykresie średniej. Sygnał sprzedaży ze strony MACD potwierdzony został przełamaniem wzrostowej linii trendu. Wskazówki ze strony tego oscylatora bywały bardzo skuteczne, jeszcze kiedy rynek znajdował się w bessie. Po spadku wskaźnika poniżej średniej w maju 2002 roku wartość DAX obniżyła się o 50% w ciągu kolejnych 10 miesięcy.

Reklama
Reklama

To skrajnie negatywna interpretacja tego, co dzieje się na rynku akcji naszych zachodnich sąsiadów. Na wykres DAX można spojrzeć trochę inaczej. Narysowanie głównej linii trendu spadkowego, biorącej początek jeszcze w marcu 2000 roku, sprawi, że ostatnie tygodnie będą tylko ruchem powrotnym do przełamanego oporu. Sygnał sprzedaży na MACD wypadł w trendzie wzrostowym, jego wiarygodność jest zatem ograniczona. Zwróćmy uwagę, że w listopadzie 2002 roku na wykresie oscylatora pojawił się sygnał kupna, a mimo tego DAX stracił jeszcze prawie 30%. Zatem nawet jeśli właśnie rozpoczęliśmy główną korektę 12-miesięcznego trendu wzrostowego, to najprawdopodobniej będzie ona miała płaski przebieg i nie spowoduje znaczącego uszczuplenia portfeli inwestorów. Na rynkach środkowoeuropejskich, które zachowują się lepiej od dojrzałych giełd, oznaczałoby to kontynuację japońskiej drogi hossy.

Nasdaq za spadkiem

Na amerykańskim rynku spółek technologicznych trwa trend spadkowy. Gdyby to wskazania indeksu Nasdaq Composite miały przesądzić o rozmiarach korekty na niemieckim rynku akcji, napisałbym, że będzie ona dość łagodna. Wprawdzie nie ulega wątpliwości, że bieżący trend ma kierunek spadkowy, ale coraz bliżej wskaźnik ma do poziomu 1800 punktów. Tutaj znajduje się główna linia trendu wzrostowego. Brak większej formacji dystrybucji na początku roku sugeruje, że to jedynie korekty zwyżki, a nie początek nowej fali bessy. Największa zniżka, która miała miejsce po ukształtowaniu przez Nasdaq Composite twardego dna w październiku 2002 roku, spowodowała spadek indeksu o 15%. Gdyby owe 15% odjąć od szczytu z końca stycznia (2153 pkt), otrzymamy 1830 pkt jako maksymalny zasięg spadku w tym trendzie.

W perspektywie krótkoterminowej trend na Nasdaq wyznacza kanał spadkowy. Indeks rozpoczął wzrost po odbiciu od dolnego ograniczenia tej formacji. Górne ramię przebiega w okolicach 2000 tys. pkt i tutaj też może zakończyć się zryw byków.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama