Sprawa dotyczy szeregu październikowych sesji, kiedy, jak się później okazało, obracano większą liczbą akcji spółki, niż w rzeczywistości istniała. Ponadprzeciętny wolumen widoczny był przede wszystkim w transakcjach krótkiej sprzedaży. W wyniku wydarzeń stratę poniosło wielu inwestorów indywidualnych. Niedługo potem akcjonariusze zrzeszeni pod szyldem Room Service Action Group (RSAG) wystąpili z pozwem do sądu przeciwko kilku maklerom odpowiedzialnym, ich zdaniem, za zamieszanie.
Nienaturalnie wysoki obrót
16 października 2003 r. przedstawiciele firmy John East & Partners (JE&P) - oficjalnego doradcy Room Service - obserwując nienaturalnie wysoki obrót akcjami spółki, zwrócili się do władz LSE z prośbą o zawieszenie notowań i wyjaśnienie sprawy. Handel wstrzymano, ale dopiero sześć dni później, gdy pod prośbą podpisał się zarząd firmy, zaniepokojony sytuacją zaistniałą na kilka dni przed planowaną nową emisją akcji. Ponadto giełda spóźniła się z poinformowaniem pozostałych uczestników rynku o otrzymaniu wniosku od JE&P. Ostrzeżenie informujące o jego treści dealerzy ujrzeli na ekranach swoich monitorów dopiero 20 października. - Przez cały ten czas wolumen transakcji był niebywale wysoki - mówi Nigel Smith, który w lutym wraz z innymi udziałowcami zwrócił się do zarządu londyńskiej giełdy z prośbą o ustosunkowanie się do przedstawionych zarzutów. - Uważamy, że LSE popełniła błąd i w związku z tym pragniemy naprawienia szkody - powiedział Smith.
Wszystko zgodne
z regulaminem